Po przeczytaniu tych słów każdy z nas, kto tylko może, któremu na sercu leży dobro człowieka, powinien zerwać się z „wygodnej kanapy” i biec pod szpital, w którym dzieje się okrucieństwo aborcji, głośno protestując. A jest gdzie protestować! W Oleśnicy, mimo nieobecności Jagielskiej, sprawa nie jest przesądzona. Jak się ostatnio okazało, chlorek potasu stosuje się wobec dzieci również na gdańskiej Zaspie.
Dlaczego ma nas to poderwać do działania? Dlatego, że w Oleśnicy nie trzeba było setek osób. Wystarczyło kilka-kilkanaście, mocno zdeterminowanych, stojących regularnie, przynajmniej raz w miesiącu… przez osiem lat. Kropla drążyła skałę, aż wydrążyła. Co więc stać by się mogło, gdyby było nas więcej? Gdybyśmy gremialnie piętnowali działania i zachowania aborterów, kolejne „jagielskie” nie miałyby i nie mieliby tu nic do roboty.
Prokuratura tego nie zrobi, więc musimy my
Dziś lekarka z Oleśnicy wie, że zdegradowanie jej ze stanowiska, co w konsekwencji doprowadziło do zwolnienia, miało najprawdopodobniej związek z jej aborcyjnymi poczynaniami. Koleżeńskie „przepychanki” mogły być pretekstem. Jagielskiej aktualnie nie chce także szpital w Ostrzeszowie, choć pracę znalazł tam jej mąż.
My za to wiemy, że mimo wszystko lekarka uniknie najprawdopodobniej odpowiedzialności za pozbawienie życia dziecka w 37 tygodniu ciąży. Prokuratura uparcie odmawia ukarania lekarki, próbując za to postawić zarzuty Grzegorzowi Braunowi i trzem osobom, które krytykowały w dosadny sposób Jagielską.
Dlatego wciąż musimy być głośno. Bo jeśli zrezygnowana aborterka mówi: „To „prolajferzy” dyktują warunki, a politycy się ich boją„, po tym jak latami udawała wesołą, kręcąc filmiki i wyzywając protestujących od „psychopatów i płodziarzy”, to powinien być to bodziec dla każdego z nas, by rzeczywiście zrobić wszystko, aby kolejny Felek mógł się urodzić. I by winni jego śmierci zostali ukarani.
Źródło: https://wyborcza.pl/…