Mam na imię Marta i chciałabym opowiedzieć o swoim trudnym doświadczeniu – aborcji.

Gdy miałam 20 lat wyjechałam do Belgii w celach zarobkowych. Miałam pracę i pieniądze, ale czułam się bardzo samotna. Byłam młoda strasznie skrzywdzona i zagubiona, szukałam tylko miłości, czułam się niekochana. Niestety moją słabość wykorzystał ktoś, o kim myślałam że kocha mnie naprawdę. Nie, nie kochał mnie, bo gdy mu oznajmiłam, że jestem w ciąży wyśmiał mnie i zostawił samą.

Były takie momenty że dotykałam brzucha i czułam że jest tam nowe życie i były takie myśli że chciałabym urodzić. Niestety radość nie trwała długo. Nikt z rodziny nie chciał nawet słyszeć o tym że jestem w ciąży, krzyczeli na mnie, nie miałam w nikim wsparcia, usłyszałam, że będzie jeszcze czas na założenie rodziny i rodzenie dzieci.

Gdy poszłam do lekarza okazało się, że to już 3 miesiąc. Lekarz zapytał wprost czy wypisać mi skierowanie do kliniki aborcyjnej, tak zgodziłam się, ale czułam że jeśli pójdę na ten zabieg, to tylko dlatego, że rodzina tak zdecydowała. Ja nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, że to dziecko już żyje, oddycha i że bije mu serce. Te złe głosy, które się tłukły gdzieś w głowie, były silniejsze, zagłuszyły mnie całkowicie. Nie czułam już nic oprócz strachu. Zadzwoniłam do kliniki i wyznaczono mi datę na zabieg.

Stało się

Pamiętam jak czekałam w kolejce, przede mną tyle młodych kobiet… Niektóre bardzo płakały, inne wychodziły z gabinetu w strasznym stanie. Chciałam stamtąd uciec, ale nie wiedziałam, gdzie szukać pomocy, nie znałam nawet tamtejszego języka. Niestety stało się. Gdy znalazłam się w gabinecie nie było już odwrotu. Nie przypuszczałam, że to, co się stanie za chwilę, zmieni moje życie na zawsze.

To co się stało było bardzo drastyczne. Pamiętam te pielęgniarki i lekarza, którzy zaczęli się do mnie zbliżać z takimi dziwnymi narzędziami. Myślałam, że to sen, ale gdy zaczęli wyrywać tymi narzędziami coś ze mnie, prawie zemdlałam, kazali tylko oprzeć się o parapet i stać i wyrywali na siłę. Wyrwali ze mnie wszystko. Całe moje życie legło w gruzach, czułam taki ból i krzyczałam, tak bardzo chciałam umrzeć. Nie wierzyłam, że zrobili to w tak ohydny sposób jak barbarzyńcy. Gdy już skończyli, kazali się ubrać i wyjść.

Nigdy wcześniej nie czułam takiego bólu fizycznego, ja wtedy nie wiedziałam, że wyrwali ze mnie życie, moje dziecko, a na pewno nie myślałam, że ONO czuło ten ból tak jak ja. Załamałam się, przestałam normalnie funkcjonować. Cały czas myślałam o tym co się stało, czułam, że zrobiłam źle. Mój stan psychiczny tak się pogorszył że trafiłam do szpitala psychiatrycznego, długo się tam leczyłam, zażywałam leki, ale nic nie pomagały. W moim sercu był taki ogromny smutek, a na to nie było lekarstwa. Bolała mnie głowa od tych koszmarnych wspomnień, od tego bólu, miałam myśli samobójcze, szczególnie gdy widziałam dzieci, bo wiedziałam już, że mojemu nienarodzonemu stała się ogromna krzywda.

To zmieniło moje życie

Było coraz gorzej. Miałam próby samobójcze wiele razy, żadne terapie nie pomagały. Ten ból był zbyt silny. Znienawidziłam siebie a potem innych. Byłam wrakiem człowieka.

Gdybym mogła cofnąć czas… Ale nie mogę. Mogę teraz tylko ostrzec inne kobiety, aborcja to straszne zło, to nie jest zwykły zabieg, który usuwa problem, jest to morderstwo żywej istoty, która czuje ból.

Niestety nie była to moja jedyna aborcja…

Wiem, że nie każda kobieta po zabiegu czuje wyrzuty sumienia od razu, wiem że są takie, które potrafią o tym zapomnieć i usuwają dzieci wiele razy, ale to wszystko kiedyś powróci. Te wspomnienia i ten krzyk dzieci do mnie powrócił po 20 latach i ta pustka w sercu zostanie do końca mojego ziemskiego życia.

Po wielu latach od powrotu z Belgii do Polski uświadomiłam sobie, jak wiele złego na Zachodzie się dzieje, jak lekko traktuje się zabijanie dzieci, jak łatwo jest dostać skierowanie do kliniki aborcyjnej. Młode dziewczynom w trudnej sytuacji lekarze proponują jedynie zabicie dziecka zamiast prawdziwej pomocy.

Nawróciłam się

W moim przypadku było tak, że Pan Bóg przemówił do mojego serca i cały czas pomaga mi normalnie funkcjonować, wierzę w to, że mi wybaczył. Pojednałam się z Panem Bogiem, wiem, że moje dzieci są teraz bezpieczne. Mam wspaniałą córkę, która jest moim czwartym dzieckiem, jej narodziny to prawdziwy cud.

Wiem, jak wielką wartość ma wiara w Boga i życie zgodnie z Jego Przykazaniami i teraz widzę, jak wielka krzywda dzieje się tym, którzy są jej pozbawieni i tkwią w ciemności i rozpaczy i pogrążają się coraz bardziej. Mam kontakt z bliskimi mi osobami, które nadal mieszkają w Belgii i niektóre z nich mówią wprost, że zazdroszczą mi obecnej pogody ducha i pokoju wewnętrznego. Sami jeszcze nie potrafią powrócić do Boga. Codziennie się za nich modlę, tym goręcej, że wiem, jak wielka jest to łaska.

Zaangażowałam się w obronę dzieci nienarodzonych, bo wiem jak straszliwym złem i krzywdą jest aborcja, zarówno dla tych dzieci, jak i ich matek.

Marta

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować:

    Wesprzyj naszą działalność:

    . PLN