Placówkę już dawno zamknięto, jednak swąd jego przerażających zbrodni nadal unosi się nie tylko nad najbliższą okolicą, ale i nad całym światem. Bo Kermit Barron Gosnell to nie „wyjątek od normy”. Był on logiczną konsekwencją proaborcyjnej ideologii, normalizującej i trywializującej torturowanie oraz zabijanie dzieci poprzez aborcję, która już dawno przestała udawać, że jest „zabiegiem medycznym”.
Pomimo iż ta rzeźnia jest już zamknięta, dzięki zeznaniom licznych świadków możemy dowiedzieć się, jak wyglądała w środku. Na podłogach kałuże krwi, fekalia, plamy moczu, porozrzucane w nieładzie brudne narzędzia chirurgiczne. W wielu lodówkach czy słoikach przypadkowo ulokowanych w pomieszczeniach – setki fragmentów ciał dzieci rozszarpanych przez tego „doktora” i jego współpracowników. Odcięte rączki, główki, nóżki, które stały się osobliwym trofeum tego przybytku. W zeznaniach świadków przewija się opis jednego z wielu obecnych tam makabrycznych widoków – maleńka stópka dzieciątka w słoju, stojącym na parapecie. „Dla żartu” miał w zwyczaju mówić pytającym w niemym zdziwieniu. W niezliczonej ilości worków na śmieci leżały ciała maleńkich noworodków, czasem wciąż jeszcze ciepłe.
Gosnell specjalizował się w tzw. późnych aborcjach, czyli tych po 20. a nawet 30. tygodniu ciąży. Kiedy to rozwijające się dziecko słyszy już głosy otoczenia, jest w pełni ukształtowane, może żyć poza łonem matki. W tym miejscu nie stosowano tzw. aborcji mechanicznych. Ten zwyrodnialec czekał, aż dziecko opuści łono matki. Żywe. Płaczące. Walczące o każdy oddech. I wtedy – jak to określał – „robimy snipping”, czyli brutalne cięcie nożyczkami wbitymi w kark maleństwa tuż poniżej potylicy, by przeciąć rdzeń kręgowy. Natychmiastowa śmierć.
Sherry West, jedna z jego pracownic, zeznała pod przysięgą „Widziałam, jak noworodek poruszał ramionami i nóżkami. Płakał. Gosnell wziął nożyczki i po prostu ciachnął”. Steven Massof, skazany aborter z kliniki Gosnell’a zeznał „To była rutyna. Jak przecięcie pępowiny. Tyle tylko, że dziecko jeszcze żyło”.
Jeden z zamordowanych chłopców miał 29 tygodni. Ważył już ponad kilogram. Urodził się żywy w toalecie kliniki. Gosnell nakazał pracownikom wyrzucić go do toalety i spuścić wodę. Inna urodzona dziewczynka walczyła o życie przez kilka minut. Dopóki nie zostało ono przerwane cięciem ostrych nożyczek. Nikt nie zna dokładnej liczby tych „zabiegów”. Bo dokumentacja była fałszowana, zaś ciała maleńkich ofiar palone w piecach lub wyrzucane, po prostu, do śmieci.
Kolejny sąd Gosnella
Ten szaleniec pokazał całemu światu, co tak naprawdę dzieje się klinikach aborcyjnych – dzieci traktowane są jak śmieci. Jak odpad medyczny. Bo to przecież tylko zlepek komórek, który zabity w łonie czy poza nim, jest tylko „tkanką” której można się pozbyć. W kulturze śmierci liczy się tylko „prawo kobiety o samostanowieniu”, a wszystko inne po prostu nie ma znaczenia.
Ziemski sąd uznał Gosnella winnym morderstw. A teraz stanął on przed Sądem Bożym – tym, którego nikt nie uniknie. Ani aborter, ani polityk lobbujący za zabijaniem nienarodzonych, ani lekarz czy matka, którzy dopuścili się tej zbrodni. Przed tronem Stwórcy nie ma „prawa wyboru”. „ Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). I padnie odpowiedź – zabijaliśmy ich…
Pan Bóg w swojej nieskończonej miłości znajduje okoliczności łagodzące – szczery żal, skruchę i postanowienie poprawy grzesznika. Może Gosnell w ostatnich chwilach życia błagał, by dobry Bóg zlitował się nad jego duszą? Jeśli nie, jego kara jest straszliwa i niewyobrażalna. I wieczna. Bo ten palący ogień nigdy nie zgaśnie, a cierpienie wynikające z braku obecności Boga jest bezkresne.
Nasza walka wciąż trwa. Nie tylko o to, by dzieci przestały być zabijane w łonach (czy poza) matek, ale nasz bój toczymy również o duszę każdego z tych, którzy robią dokładnie to samo, co robił Gosnell. Może z większym uśmiechem, w sterylnych warunkach, dyskretniej. O dusze tych, którzy krzyczą, że to „prawo wyboru” i tych, co twierdzą, że „nie będą się wtrącać, bo to nie ich sprawa”. O tych, co okłamują i są okłamywani, że poczęte dziecko nie jest człowiekiem. Każda aborcja to morderstwo. Każde wyimaginowane aborcyjne „prawo człowieka” to prawo do intencjonalnego okrucieństwa.
Dzisiaj – gdy zmarł jeden z największych aborcyjnych oprawców, nie świętujemy. Nie walimy w bębny, nie organizujemy wieców z głośną muzyką, nie tańczymy na ulicach, angażując media głównego ścieku. Pochylamy głowy w zadumie i pogrążamy się w modlitwie. Za dusze tych wymordowanych, jak i każdego, kto przyczynił się do tego ludobójstwa. Za nawrócenie polityków, aktywistów, aborterów czy tych, którzy przyzwalają na zabijanie nienarodzonych dzieci. Za zwiedzionych rodziców. Za to, by cały świat powiedział w końcu „Dość!”. Bo jeśli nawet winni tej zbrodni nie staną przed ziemskim sądem, to i tak przyjdzie im zapłacić przed takim, gdzie nie obowiązuje już prawo do apelacji.
Bóg jest miłością. Ale jest i sprawiedliwością. I nikt, absolutnie nikt, jej nie uniknie.