Tym bardziej dziwi fakt, że ludzie coraz rzadziej decydują się na posiadanie większej liczby dzieci. Brakuje nie tylko dziadków i rodzeństwa, ale i wujków, cioć, kuzynów.
Każdy z nas pamięta chyba z dzieciństwa, że najlepsze zabawy działy się w dużym gronie, a zjazdy rodzinne, uroczystości nie tylko zbliżały wszystkich do siebie, ale uczyły współpracy, pracowitości, cierpliwości i wyrozumiałości wobec różnych wad czy słabości innych. Dziś w imię kultu samotności wszystko ma się dziać według mojego idealnego wzorca, według każdego szczegółu mojego planu, co nie zostawia miejsca na elastyczność, służbę innym czy rezygnację z siebie.
Trudno się dziwić, że w tym planie pełnym wygody i ego nie ma miejsca na dzieci. Człowiek na własne życzenie pozbawia się radości z patrzenia na wzrost małego człowieka, dumy z jego dojrzewania, relacji miłości przebiegających nie tylko między matką czy ojcem a dzieckiem, ale między każdym z dzieci. Nie ma nic piękniejszego niż patrzenie jak dzieci rozdają i mnożą dobro, którego je nauczyłeś. Bardzo też szybko mija czas, w którym opieka nad nim była trudem i niewygodą, a procentuje już na zawsze jako relacja miłości, która się nigdy nie kończy. Głębokie więzi budowane od dzieciństwa nie jest tak łatwo nadszarpnąć.
Nie dajmy się ograbić z życia wypełnionego życiem. Dzieci to najpiękniejszy dar, jaki małżonkowie mogą sobie wzajemnie podarować.
Źródło: https://www.lifenews.com/…