kgOstatnie badanie CBOS-u mówiące, że 4-6 mln Polek ma za sobą aborcję można by odczytać jako próbę dowiedzenia, że jeżeli aborcja jest zjawiskiem tak powszechnym, to powinno się ją zalegalizować. Bo skoro ludzie i tak już coś robią, to nie ma sensu im tego zakazywać. Jeśli jednak przyjrzymy się wspomnianym badaniom bliżej, a także zastanowimy się, czym faktycznie jest zjawisko, jakie opisują, taki wniosek wydaje się nieuprawniony.

kgOstatnie badanie CBOS-u mówiące, że 4-6 mln Polek ma za sobą aborcję można by odczytać jako próbę dowiedzenia, że jeżeli aborcja jest zjawiskiem tak powszechnym, to powinno się ją zalegalizować. Bo skoro ludzie i tak już coś robią, to nie ma sensu im tego zakazywać. Jeśli jednak przyjrzymy się wspomnianym badaniom bliżej, a także zastanowimy się, czym faktycznie jest zjawisko, jakie opisują, taki wniosek wydaje się nieuprawniony.

Trzykrotnie większy odsetek aborcji w grupie powyżej 35 r.ż. (36% wobec 13% w grupie poniżej 35 lat) jasno pokazuje, że ustawa o ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z 7 stycznia 1993 r. choć nie idealna, to jednak polepszająca ochronę dzieci poczętych, spowodowała zmniejszenie liczby zabójstw prenatalnych. Oczywiście nie wyeliminowała ich całkowicie, bo przestępczość aborcyjna w dalszym ciągu istnieje, niemniej ograniczyła możliwości zabijania. Można domniemywać, że stało się tak nie tylko ze względu na utrudnienie przeprowadzania „zabiegów”, ale także poprzez spełnienie przez prawo funkcji wychowawczej, tj. uświadomienie ogółowi społeczeństwa, że aborcja to zło.

Częstsze poddawanie się zabiegowi przerwania ciąży przez kobiety gorzej wykształcone i źle sytuowane materialnie wskazuje na zaniedbanie ze strony państwa w obszarze tworzenia warunków do rozwoju rodzin. Prawdopodobnie gdyby umiejętnie wspomóc te kobiety, zachowałyby one swoje dzieci przy życiu. Tym bardziej, że badanie wykazało, iż w grupie tej zaznaczała się tendencja do deklarowania poglądów prawicowych, a więc kojarzonych raczej z nastawieniem pro-life. Można zatem domniemywać, że kobiety te poddawały się aborcji niejako wbrew sobie i swojemu sumieniu.

Przy okazji badania CBOS przypomniał sprawozdanie rządowe z wykonania ustawy aborcyjnej w 2011 r. Zwrócono uwagę na czterokrotny wzrost liczby dopuszczonych prawem aborcji, a jednym z bardziej przerażających zjawisk jest 7,5-krotny wzrost liczby aborcji eugenicznych, (tj. z przesłanki o ciężkim i nieodwracalnym uszkodzeniu płodu) w stosunku do roku 2002. Liczba tych ostatnich w 2011 r. wyniosła 620 wobec 82-óch dziewięć lat wcześniej.

W tym miejscu wydaje mi się niezbędne przywołanie krótkiej osobistej historii, która dobrze pokazuje mechanizm, jaki może stać za upowszechnieniem zabijania chorych dzieci. W ubiegłym roku byłam w drugiej ciąży. Ze względu na to, że moje starsze dziecko ma zespół Downa, od początku traktowano mnie jako pacjentkę z podwyższonym ryzykiem urodzenia dziecka z wadą genetyczną i namawiano do wykonania testów przesiewowych, a najlepiej od razu inwazyjnych badań genetycznych. Odmówiłam, bo kocham mojego syna i czułabym się wobec niego nie fair usiłując za wszelką cenę sprawdzić, czy aby drugie dziecko nie jest takie jak on. Poza tym testy przesiewowe uważałam za stratę czasu, a badań inwazyjnych obarczonych ryzykiem poronienia w ogóle nie chciałam.

Spotkałam się z niezrozumieniem i zostałam postawiona w sytuacji, w której oczekiwano ode mnie, że będę się z tego tłumaczyć, jakby moje podejście było czymś niewłaściwym, godnym potępienia. Pewna pani doktor, do której trafiłam przypadkowo potrzebując dodatkowej konsultacji poza standardowymi wizytami wyznaczonymi przez lekarza prowadzącego, zrobiła mi nawet z tego powodu awanturę oburzając się, że mamy przecież XXI wiek. Ponieważ selekcji i następującego w jej wyniku zabijania nienarodzonych dzieci nie uważam za nowoczesność, a pani zachowywała się wyjątkowo niegrzecznie, przerwałam wizytę i wyszłam. Do dziś zastanawiam się, ile kobiet w takiej sytuacji nie opuści gabinetu, pozwoli się zakrzyczeć, ulegnie presji, da się przekonać, że faktycznie eliminacja dzieci chorych to osiągnięcie cywilizacyjne, bo przecież lekarz to autorytet, lekarz wie, a skoro coś jest możliwe technicznie i prawnie, to widocznie jest dobre… Statystyki rządowe wskazujące na zwiększającą się liczbę zabójstw prenatalnych na tle eugenicznym sugerują, że może to być rzeczywistość dość powszechna.

Dane CBOS mówią o 4 – 6 milionów kobiet po aborcji (cytuje je np. „Gość Niedzielny”). W istocie jest to 4 – 6 mln kobiet głęboko skrzywdzonych. Do tej liczby należałoby dodać co najmniej drugie tyle zabitych dzieci oraz kolejne kilka milionów ich ojców – także ofiar aborcyjnego procederu. Liczni psychologowie zajmujący się rodzinami, w których miało miejsce zabicie dziecka poczętego, wskazują, że takie wydarzenie jest ciosem w całą rodzinę, powoduje depresje u matek, poważne naruszenie więzi emocjonalnej między rodzicami, zaburzenie zaufania pozostałych dzieci do rodziców.

Warto też uświadomić sobie, że te kilka milionów zabitych przed narodzeniem Polaków utraciliśmy my wszyscy jako społeczeństwo. W kontekście dzisiejszych problemów demograficznych Polski, gdy możemy obserwować, jak wali się oparty na zastępowalności pokoleń system emerytalny, jak Ministerstwo Edukacji gimnastykuje się, aby wbrew woli rodziców wysłać do szkół sześciolatki, aby te szybciej kończyły edukację i wchodziły na rynek pracy – staje się jasne, że aborcja niszczy nie tylko pojedyncze rodziny, ale i cały kraj.

Trzeba jej przeciwdziałać.

{flike}

________________________

Kaja Godek jest mamą 4,5-letniego Wojtka z zespołem Downa i pełnomocnikiem Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop aborcji”. Prowadz blog http://kajagodek.natemat.pl 

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować:

    Wesprzyj naszą działalność:

    . PLN