W poniedziałek i wtorek warszawscy wolontariusze jak zwykle organizowali na placyku przy metrze Centrum pikiety połączone ze zbiórką podpisów. Tym razem jednak obie akcje obfitowały w nieprzyjemne wydarzenia. Dawid, który odpowiadał za organizację pikiety przeżył w ciągu tych dwóch dni naprawdę sporo stresujących momentów.

W poniedziałek i wtorek warszawscy wolontariusze jak zwykle organizowali na placyku przy metrze Centrum pikiety połączone ze zbiórką podpisów. Tym razem jednak obie akcje obfitowały w nieprzyjemne wydarzenia. Dawid, który odpowiadał za organizację pikiety przeżył w ciągu tych dwóch dni naprawdę sporo stresujących momentów.

W poniedziałek do megafonu ustawionego obok stolika naszych wolontariuszy podszedł mężczyzna. Bez zastanowienia cisnął megafonem o chodnik. Sprzęt oczywiście przestał działać, a sprawca próbował odejść. Dawid, który był odpowiedzialny za całe przedsięwzięcie, próbował go zatrzymać, ale nie było to łatwe, bo agresywnie wymachiwał pięściami, kilka razy nawet trafił naszego kolegę. Potem zaczął uciekać w podziemia. I tym razem pomógł przechodzień, który wcześniej złożył swój podpis. Razem z Dawidem próbowali zatrzymać agresywnego uciekiniera. W końcu Dawid, w obronie własnej, użył gazu łzawiącego i udało się oddać sprawcę w ręce Policji.

Po pikiecie, Dawid przez godzinę składał zeznania na komisariacie. Wandalowi zostaną postawione zarzuty zniszczenia mienia.

Następnego dnia jeden z przechodniów wdał się z nim w dyskusję i szybko stał się wulgarny, próbował przewracać stolik z kartami do podpisów. W tym momencie w obronie wolontariuszy wystąpił przechodzień, który wcześniej podpisał się pod projektem ustawy „Stop aborcji”. Doszło do przepychanek, które szczęśliwie przerwała policja. Agresywny przechodzień został zatrzymany, ale w trakcie legitymowania przez kilkanaście minut wykrzykiwał w stronę wolontariuszy Fundacji obelgi i groźby. Wyrywał się również policji, chcąc jeszcze raz zaatakować Dawida. W końcu został przez policjantów odprowadzony z miejsca zdarzenia i na szczęście już tam nie wrócił.

Cały czas spotykamy się z agresją, ale nie ustępujemy nawet o krok. Pomoc przechodniów i podpisujących projekt ustawy dodatkowo sprawia, że wiemy, że nasza praca jest doceniana.

[author] [author_image timthumb=’on’][/author_image] [author_info]Anna Kiljan[/author_info] [/author]

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować:

    Wesprzyj naszą działalność:

    . PLN