Gdy dziś ludzie mówią „nie stać mnie na dziecko” nie mają na myśli, że umrą z głodu. Mówią o swoim lęku przed obniżeniem poziomu rozrywek, korzystania ze świata i przyjemności. Wystawianie się na potencjalny kryzys, jakim byłoby posiadanie dziecka jest dla współczesnego człowieka, pochłoniętego smartfonem i dobrobytem co najmniej niepożądane.
Tymczasem dziecko nie jest jakimś kolejnym aktywem, w który możesz zainwestować lub nie. Tym bardziej też nie jest zagrożeniem dla dorosłych, którzy często obawiają się go bardziej niż najgorszej katastrofy. Dziecko jest owocem miłości i przedłużeniem miłości. Przez wieki dzieci po prostu przyjmowano (nota bene zawierając katolicki ślub wciąż ślubuje się „przyjąć i po katolicku wychować potomstwo”…), a nie planowano, rachowano nad ich być lub nie być. To sprawiało, że życie zwyczajnie płynęło, dzieci się pojawiały a miłość mnożyła. Mnożyły się też kreatywność i cnoty rodziców, którzy nieustannie mieli szansę pracować nad cierpliwością, przezornością, dobrą organizacją czasu i pieniędzy, sprawiedliwością, nauką obowiązków i wieloma innych dobrymi cechami, których w innym wypadku nie mieliby okazji wypracować.
Człowiek bowiem jest stworzony do miłości. Nie do odpoczynku, świętego spokoju czy ciekawych aktywności. Jak pisał Jan Paweł II w Redemptor Hominis: „Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją własnością, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa”.
Żadna praca nad dobrobytem czy dobrostanem nie da nam tego, co daje nam miłość, a miłość w rodzinie najbardziej mnoży się poprzez dzieci. My potrzebujemy potrzebujących, potrzebujemy napełniać ich dobrem i troską, potrzebujemy rezygnować z siebie a nawet przeskoczyć siebie. Potrzebujemy też być czasami pod kreską, bo wtedy czujemy, że potrzebujemy pomocy Opatrzności. Bez względu bowiem na to, jak dobrze wszystko zaplanujemy, nie jesteśmy samowystarczalni.
Mamy dziś do wyboru albo tworzyć idealne opakowanie do życia albo żyć miłością, która przyniesie dużo trudu ale i proporcjonalnie dużo szczęścia. Każdy wyciągnie rękę po co zechce.