Aborcja, choć promowana jako ostateczność i dobrodziejstwo jest tak naprawdę puszką Pandory. Ilekroć zalegalizowana, tylekroć liczba zabójstw dzieci rośnie w zastraszającym tempie. Z jednej strony daje ona zielone światło rozwiązłości, bo odtąd przygodny seks zawsze już łączy się z brakiem odpowiedzialności. Dziecko znika z orbity współżycia. Z drugiej strony lekarz, który raz zamordował dziecko, o wiele łatwiej dopuszcza się kolejnych takich zbrodni. Pierwszy raz popełnić grzech ciężki nie jest tak łatwo, ale każdy kolejny wydaje się łatwiejszy, choć konsekwencje wikłania się w diabelską sieć są nieskończenie tragiczne.
W ten sposób tworzy się społeczeństwo uwikłane w zło. Jeśli ktoś nie jest nawet bezpośrednio odpowiedzialny za zabicie lub pomoc w zabiciu, to często nosi ciężar syndromu postaborcyjnego, dotykającego dzieci, wnuki, a często i dalszą rodzinę. Granica między dobrem a złem zaciera się. Duch walki o dobro i życie zamiera. Powoli całe społeczeństwo zatraca się w beznadziei. Czy to jest ta wolność, o której marzą aborcjoniści?
Źródło: facebook.com/(…)