„Nie wiem, ja nie miałem wstrzykiwanego nic w serce” – lekceważąco i kpiąco odpowiada Prezes Zarządu Dariusz Kostrzewa, na pytanie, czy zdaje sobie sprawę, że wstrzyknięcie dziecku morderczego chlorku potasu jest dla niego bolesne. Nie trzeba mieć wysoko rozwiniętej empatii, żeby wiedzieć, że ktoś cierpi, nawet jeśli osobiście tego nie czujemy. Tu niestety o empatii do człowieka nie ma mowy.
„Płód do nas nie przychodzi. Przychodzi pacjentka” – mówi dalej prezes, dodając, że pacjentem płód staje się w momencie urodzenia. Te słowa świadczą o kompletnym, wręcz groźnym na tym stanowisku braku wiedzy pana Kostrzewy – na nienarodzonych dzieciach już od dawna wykonuje się już operacje. Płód nie jest częścią ciała kobiety. Jest odrębnym organizmem, którego ratuje się w przypadku zagrożenia życia. Czyżby na Zaspie przestano tak robić?
W Kodeksie Etyki Lekarskiej, w artykule 39, widnieje zapis: „Podejmując działania lekarskie u kobiety w ciąży lekarz równocześnie odpowiada za zdrowie i życie jej dziecka. Dlatego obowiązkiem lekarza są starania o zachowanie zdrowia i życia dziecka również przed jego urodzeniem„. Pan Dariusz Kostrzewa jest lekarzem chirurgiem, a więc kodeks powinien znać. Pytanie więc, czy etykę odpuścił sobie celowo, czy też z jakiegoś innego kuriozalnego powodu?
Źródło: https://opoka.org.pl/doc/…