18 grudnia Parlament Europejski po raz kolejny rozpocznie posiedzenie w sprawie projektu zezwalającego na finansowanie aborcji w innych krajach kobietom, które nie mogą jej dokonać w swoim państwie. Chodzi tu w dużej mierze właśnie o Polskę, gdzie – mimo proaborcyjnych wytycznych – nadal jeszcze zabijanie na życzenie w teorii jest nielegalne.
Warto nadmienić, iż prawo unijne nie zezwala na ingerencję w prawo aborcyjne poszczególnych państw. Mimo to doszło już do wysłuchania publicznego w tej sprawie, a 18 grudnia rozpocznie się debata. Dlaczego? Jak twierdzi komisarz ds. „równości” i członkowie próbujący przepchnąć skandaliczny projekt, Unia musi działać tam, gdzie prawo zagraża obywatelom.
Problem w tym, że nasze prawo zagraża obywatelom tylko tam, gdzie zezwalamy na aborcję. To ona jest zagrożeniem – przede wszystkim dla dziecka. Bo przecież właśnie o to chodzi, by bez względu na wszystko odebrać mu życie. By nigdy nie urodziło się, mogąc uspokajać się w ramionach matki, by odebrać mu szanse dosłownie na wszystko. Ale to prawo zagraża również matkom – aborcja wiąże się z wieloma komplikacjami i nawet ta legalna niejednokrotnie już prowadziła do śmierci.
Szczęśliwie podczas wysłuchania większość europosłów opowiadała się przeciw projektowi. Gdyby jednak zajęto się nim uczciwie, a UE uczciwie działała, prawo do zabijania drugiego człowieka przed narodzeniem po prostu przestałoby działać we wszystkich krajach członkowskich – gdyż zagraża innym. Nowomową jednak można usprawiedliwić wszystko. Nawet okrutne morderstwo na niewinnym człowieku.
Źródło: https://www.radiomaryja.pl/…