cale2"Golgota Picnic" w Krakowie została gwałtownie oprotestowana, a personel teatru, gdzie czytano sztukę dopuścił się działań na granicy prawa.

cale2„Golgota Picnic” w Krakowie została gwałtownie oprotestowana, a personel teatru, gdzie czytano sztukę dopuścił się działań na granicy prawa.

Nie ma nic nielegalnego w tym, że ktoś przychodzi do teatru po darmowe bilety na spektakl i dyskusję. W Tatrze Nowym w Krakowie takie właśnie wejściówki były do odebrania. Nie ma co ukrywać, że bywają one imienne – nikt się o to nie oburza. Problem zaczyna się wówczas, gdy pracownik teatru żąda wylegitymowania się, podania wszystkich swoich danych łącznie z adresem zamieszkania i numerem dowodu. Informacje te zapisane zostają w komputerze. Klient zaniepokojony pyta, w jakim celu przeprowadzana jest taka akcja. Przecież nie każdy może sobie tak po prostu wylegitymować innego obywatela. Co więcej, takie działanie bez podpisania zgody na przetwarzanie danych, oraz podania przez spisujących odpowiedniej podstawy prawnej i przyczyny jest bezprawne. Pracownicy tego teatru nie zawracali sobie jednak głowy obowiązującymi przepisami. W rozmowie z osobą, która chciała odebrać bilety stwierdzili, że „tak robią wszystkie teatry”, oraz że „dane są zbierane na prośbę policji”. Jest to po prostu kłamstwo. Nie wszystkie teatry tak robią – w krakowskim Starym Teatrze, gdzie również w piątek odbywał się pokaz, nie legitymowano uczestników. Policja dwa razy musiała interweniować w tej sprawie w Teatrze Nowym i zaprzecza wydawaniu jakiejkolwiek zgody na takie działanie.

Wydawałoby się, że nauczeni tymi wydarzeniami pracownicy teatru zaczną w szacunku i trosce o komfort swoich widzów przestrzegać obowiązującego prawa. Nic bardziej mylnego. Wchodzących na odczyt „golgoty picnic” znowu legitymowano. Ci sami pracownicy żądali okazania dowodu osobistego, znowu nie potrafili udzielić odpowiedzi na pytania o podstawę prawną oraz nie wpuszczali widzów, którzy posiadając już bilety, odmówili podania swoich danych.

Na tym nie kończyło się łamanie praw obywateli, przez organizatorów spektakli. Ci bowiem, którzy wybrali się na spektakl w Teatrze Starym byli bez słowa wyjaśnienia przemacani po kieszeniach i torbach przez ochronę.

Wyłania się stąd niechlubny obraz teatru, który oszustwem tłumaczy swoje nielegalne działania w imię… wolności.

Ponad pół tysięczny tłum zebrał się w wąskiej uliczce przed wejściem do Narodowego Starego Teatru już przed godziną 20:00. Przyszli starsi i młodzi, panowie w garniturach i mamy z dziećmi, siostry zakonne i księża. Policja torowała drogę tym, którzy okazali bilety. Na godzinę 20:30 przewidziana była projekcja „golgoty picnic” Rodrigo Garcii wraz z czytaniem. Opóźniła się ona, być może również dlatego, że niełatwo było się przedrzeć przez tłum modlących się na zewnątrz ludzi.

W budynku rozpoczął się „spektakl”. Najwyżej ćwierć sali dużej sali „Helena”, która pomieścić może 350 osób, zapełnili widzowie. Światła lekko tylko przyciemnione utrudniały odbiór nagrania, za to ułatwiały ochroniarzom obserwowanie sali. Przed ekranem, przy stole siedzieli aktorzy, czytający scenariusz. Wątpliwą sztukę wsparł swoim głosem nawet pan Krzysztof Globisz (widzowie mogli już wcześniej go poznać, jako człowieka, który bierze udział w skandalicznych przedstawieniach, kopulującego ze scenografią w tym miejscu).

Naigrywanie się z czyjejś śmierci nie jest cechą ludzi dobrze wychowanych. Ba! Nie ma na takie działanie społecznego przyzwolenia. Wydaje się jednak, że w imię kultury, za drzwiami teatru można robić wszystko, co nie przystoi kulturalnym ludziom. I tak, podczas wczorajszych projekcji można było zobaczyć przedstawienie śmierci Jezusa, jako zmielenia mięsa i oblepienia nim głowy mężczyzny, leżącego na świetlistym krzyżu na ziemi, pokrytej bułkami hamburgerowymi. Rozebrano go do naga, ubrano w skąpy kobiecy kostium i szpilki. Następnie ta osoba wstała, poszła dziwacznym krokiem do krzesła, spod kostiumu zwisały mu genitalia, na które było przybliżenie. Usiadł on na krześle, zakładając nogę na nogę, by genitalia cały czas były widoczne.

Przed budynkiem zgromadzeni odmawiali koronkę, powtarzając słowa: Dla jego bolesnej męki, miej miłosierdzie dla nas i całego świata. Różaniec w każdej dłoni przypominał o Maryi – Matce Jezusa Chrystusa. Jej syn przez całe swoje życie przeszedł dobrze czyniąc, mówiąc prawdę, a został wyszydzony, obdarty z szat i skazany na jedną z najokrutniejszych kar, jakie poznała ludzkość. Ta Jego Matka stała pod krzyżem, gdy jej syn konał przygwożdżony do drewnianych desek, a przecież krzywdy nikomu nie wyrządził.

Nikt z nas nie chciałby, aby bliskiej mu osobie uwłaczano. Wydaje się, że właśnie wykpienie Jezusa i jego śmierci było celem owego przedstawienia. W kontekście męki i śmierci pokazywano nagich ludzi, ocierających się o siebie genitaliami, głowami, wijących się w dziwnych maziach, rozbierających, układających fryzury poprzez odciskanie włosów na ciele drugiej osoby.

Powiedzmy sobie szczerze, gdyby takie widowisko zrobiono z jakiejkolwiek innej osoby, nie byłoby mowy o upublicznianiu go. Gdyby celem kpin był homoseksualista, bądź feministka, rozdarto by szaty, nie byłoby mowy o żadnej dyskusji. Nawet, jeśli dana osoba umarła jakiś czas temu, jasnym byłoby, że poniża się ją, jej rodzinę, znajomych, tych którzy jej ufali. Dlaczego tak trudno więc zrozumieć, tę sytuację. Czym ona się różni? Czy tym, że protestujący przez prawie dwie godziny, zamiast pół nadzy przyszli z modlitwą na ustach? Czy tym, że zamiast wulgaryzmów śpiewali pieśni patriotyczne? Czy tym, że szanują oni wiarę swoich ojców, ich zasługi w odzyskiwaniu ojczyzny, zamiast opluwania tradycji, swojej kultury i przeszłości? Co jest tu miarą kultury i szacunku? Czy otwarciem na dialog jest rechot podczas gdy obrażane są cudze uczucia?

Dziwi mnie opinia ludzi, którzy nie widzą w tym, co działo się na scenie „nic bulwersującego”, ani nic „obrażającego uczucia religijne”. Zastanawiam się wtedy, co w takim razie, uznaliby oni za bulwersujące i… boję się odpowiedzi. A czym jest dla nich sztuka? Czy czytaniem niskich, wulgarnych tekstów, przez osoby, które się ciągle mylą i plączą lub czynieniem z osób, które chodziły po ziemi głupców i szaleńców, którzy „chcieli by nauczyć swoich uczniów jak ruchać dzieci”. O to, by takie spektakle miały miejsce, walczą właśnie ci, którzy uważają się za „wyzwolonych” i „nowoczesnych”. Ja zostanę przy tych drugich, którzy uroczyście odśpiewują Rotę i modlą się za zagubionych.

 

{flike}

 

caleKrolawbramiewolniwolni2

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować:

    Wesprzyj naszą działalność:

    . PLN