Kobiety listy piszą?

list mailPortal wyborcza.pl zamieścił niedawno list od czytelniczki, która ze szczegółami opisuje zabicie swojego dziecka, podejrzewanego o zespół Turnera i inne wady, w około 20 tygodniu rozwoju prenatalnego. Możemy w nim przeczytać standardowe już skargi na bezduszną polską służbę zdrowia, która nie kwapi się z uśmiercaniem podejrzewanych o chorobę dzieci, a zamiast tego je diagnozuje.

list mailPortal wyborcza.pl zamieścił niedawno list od czytelniczki, która ze szczegółami opisuje zabicie swojego dziecka, podejrzewanego o zespół Turnera i inne wady, w około 20 tygodniu rozwoju prenatalnego. Możemy w nim przeczytać standardowe już skargi na bezduszną polską służbę zdrowia, która nie kwapi się z uśmiercaniem podejrzewanych o chorobę dzieci, a zamiast tego je diagnozuje. Wymówki pod adresem lekarzy, którzy póki nie mają pewności, że jest inaczej, uznają dziecko za zdrowe, wobec państwa polskiego, które nie pozwala na zabijanie dzieci na życzenie matki, wobec księży – w sumie nie wiadomo za co, ale na pewno coś by się znalazło.

Nie mogło w liście tym zabraknąć peanów na cześć zagranicznych, niemalże „nadludzkich” pracowników medycznych, nie mających moralnych oporów wobec zabijania bezbronnych dzieci.

Nie wiem jak Państwu, ale mi określenie „nadludzie” kojarzy się z niezbyt pochlebnym okresem najnowszej historii. Okresem, kiedy w praktyce stosowano zasady eugeniki, mordując ludzi chorych, starych, upośledzonych lub uznanych za podludzi, w obozach koncentracyjnych.

List pełen jest nielogiczności i nieścisłości. Z jednej strony dokładne wyliczenia, jakie są szanse takiej czy innej choroby u dziecka, dokładne dane kliniki aborcyjnej (aż dziwne, że nie został podany dokładny adres), tygodnie ciąży i podejrzewane – bo nie do końca zdiagnozowane – wady u dziecka. Z drugiej – typowe slogany o „prawie do życia tylko dla mężczyzn i zygot”, podłości naszej Ojczyzny, która nie pozwala uśmiercać dzieci na życzenie, czy też depresji nie jako wyniku własnego działania – czyli zabicia swojego dziecka, ale opinii i postaw innych – nieznanych autorce osób.

„Mary” przed egzekucją na własnej córce, upewnia się, że dziecko – dziecko, nie płód! -­ nie będzie cierpieć. Jaka to potworna wizja, w której zabicie człowieka nie jest niczym złym, jak długo dokonuje się go w narkozie, tak aby nie czuł bólu. Skoro można w ten sposób zamordować bezbronne dziecko, dlaczego nie wykorzystamy tego do usunięcia innych niepożądanych jednostek: osób starszych, bo wymagają wiele uwagi, ciężko chorych, bo generują koszty, niepełnosprawnych, bo a nuż ich rodzice umrą i być może trafią oni do domu opieki? I oczywiście wszystkich pacjentów w śpiączce – i tak są nieświadomi, więc co za różnica?

Po raz kolejny próbuje się ukazać patologię jako coś normalnego. Zabijanie bezbronnych istot jako normę, a nie zwyczajny mord. Postawę lekarzy, którzy chcą zajmować się zarówno matką w ciąży, jak i jej dzieckiem, jako „bezduszność”. Brak oporów przed mordowaniem dzieci – jako postawę pozytywną i ludzką. O, przepraszam: „nadludzką”.

List ów, przysłany na adres „Wyborczej” (?) – a przynajmniej tak można wywnioskować ze sposobu jego prezentacji, dziwnym trafem w identycznej wersji znajduje się na jednym z proaborcyjnych portali. Prezentacja owego listu, a szczególnie podlinkowanie nazwy kliniki, w której kobieta przedstawiająca się jako „Mary” zabiła swoje dziecko, skłania by zadać pytanie, czy nie jest to w rzeczywistości reklama kliniki aborcyjnej, którą pracujący na jej zlecenie marketingowiec wpisał do formularza na stronie organizacji nawołującej do zabijania poczętych dzieci?

W Polsce zabijanie na życzenie jest nielegalne, ale jak widać można próbować obejść polskie prawo, prezentując rzekomy list z linkiem do strony kliniki, w której personel nie ma problemów z wykonaniem podobnej procedury. Dla podkolorowania historii można dopisać jeszcze kilka emocjonalnych akapitów o sytuacji kobiet, które w Polsce przeżywają niewyobrażalne katusze szukając możliwości zabicia swoich dzieci.

Zręczny copywriter jest w stanie zmyślić taką historię na poczekaniu, a ukrycie się pod internetowym nickiem chroni go przed jakimikolwiek konsekwencjami wypisywania w sieci zwykłych kłamstw. Rzekoma mama dwójki zdrowych dzieci i jednego podejrzewanego o chorobę i zabitego, najprawdopodobniej nigdy nie istniała, zaś komentatorzy, wyrażający na wyborcza.pl swoje współczucie dla niej (dla uśmierconego dziecka współczucia zabrakło), kierowali swoje wpisy w próżnię.

{flike}

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Wesprzyj naszą działalność:

    . PLN