Tomasz Terlikowski przez lata uchodził za nieprzejednanego przedstawiciela katolickiego talibanu. Domagał się pełnej ochrony dzieci poczętych, piętnował obłudę polityków traktujących obronę życia i obyczajów jako paliwo wyborcze, a sabotujących wprowadzenie zmian prawnych mających to zagwarantować.

W roku 2011, w tekście Koniec katolicyzmu otwartego Terlikowski pisał: Nikt już nie udaje, że z Kościołem chce debatować. Katolicy mają skulić ogon pod siebie, skupić się w katolickich gettach i nie wychylać nosa poza nie. Katolickie uczelnie, katolickie gazety, katolickie telewizje (których zresztą nie ma) mają być maleńką przestrzenią wolności, w której katolikowi wolno – oczywiście w ramach politycznej poprawności, jaką zakreślą mu Magdalena Środa do spółki z Wojtkiem Maziarskim – wypowiadać opinie na temat Pana Jezusa, Boga Ojca czy moralności. To ostatnie jednak tylko pod warunkiem, że nie będzie zawierało jasnego stanowiska odnośnie do homoseksualizmu czy aborcji. Jeśli zawiera, to sąd już zatroszczy się o to, by wyjaśnić katolikom, że takimi opiniami dzielić się nie należy.

W roku 2014 Tomasz Terlikowski został zbanowany przez Facebooka za tekst Wszyscy jesteśmy homofobami, w którym przypomniał użytkownikom Facebooka, że w Unii Europejskiej homofobia jest przestępstwem. – Zatem każdy, kto jest przeciw adopcji dzieci przez homoseksualistów, jest pozbawionym empatii zbrodniarzem, którego trzeba napiętnować, potępić, a gdy już nadejdzie świetlana homoprzyszłość, skazać na więzienie i wieczne zapomnienie.

Mniej więcej 2 lata temu redaktor Terlikowski przeżył nawrócenie. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej stwierdził, że żałuje słów na temat pewnego transseksualisty, ale przy okazji wyraził swoje rozczarowanie rządami PiS, który odrzucił obywatelski projekt ustawy antyaborcyjnej: „Obiecywali większą obronę życia i nie dotrzymali słowa”.

Wydaje się, że nawrócenie Tomasza Terlikowskiego cały czas się pogłębia. W tekście z roku 2020 wzywa do ułatwienia procedur zmiany płci i otwartości na postulaty środowisk lewicy, choć 9 lat wcześniej trafnie stwierdził, że warunkiem debaty z lewicą jest wcześniejsza kapitulacja. We wpisie z listopada 2021 zaatakował projekt „Stop aborcji”, ponieważ jego zdaniem są sprawy ważniejsze.

Przy okazji skandali seksualnych Terlikowski wielokrotnie deklarował, że zawsze należy stać po stronie ofiar. Co dzień, przy pomocy nielegalnych aborcji mordowanych jest sto polskich dzieci. Zabijane są zupełnie bezkarnie, na skutek wadliwych przepisów kodeksu karnego. Wydaje się, że tym razem Tomasz Terlikowski nie stoi po stronie ofiar.

Nasuwa się zatem pytanie czym kieruje się redaktor Terlikowski wybierając ofiary, po stronie których stawać warto, a po stronie których nie warto. Przychodzi mi do głowy, że władcy mediów i środowiska lewicy, niektóre ofiary szanują, a inne nie. Może Tomasz Terlikowski bierze pod uwagę ich opinie?

Zdjęcie: Lestat (Jan Mehlich), CC BY-SA 3.0 http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/, via Wikimedia Commons

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować:

    Wesprzyj naszą działalność:

    . PLN