wawamaj1Przez trzy miesiące zbieraliśmy podpisy przeciwko zabijaniu chorych dzieci. W niedziele czasem wstawałam o szóstej rano, żeby od siódmej do trzynastej dyżurować pod kościołem, gdzie koleżanka załatwiła zgodę proboszcza. Biegałam po wykładach na Rynek albo na Bulwary Wiślane, żeby zmusić zakochane pary, grupki studentów z piwem i turystów do myślenia. Na niektórych zbiórkach problemem było wypełnienie podpisami jednej karty, na innych znowu chętni do poparcia projektu musieli ustawiać się w kolejce.

wawamaj1Przez trzy miesiące zbieraliśmy podpisy przeciwko zabijaniu chorych dzieci. W niedziele czasem wstawałam o szóstej rano, żeby od siódmej do trzynastej dyżurować pod kościołem, gdzie koleżanka załatwiła zgodę proboszcza. Biegałam po wykładach na Rynek albo na Bulwary Wiślane, żeby zmusić zakochane pary, grupki studentów z piwem i turystów do myślenia. Na niektórych zbiórkach problemem było wypełnienie podpisami jednej karty, na innych znowu chętni do poparcia projektu musieli ustawiać się w kolejce.

To była najbardziej aktywna wiosna mojego życia.

Zagadałam raz pewną kobietę z chłopcem w przedziale wiekowym 9-12 lat. Zanim kobieta zdążyła odmówić, jej syn zapytał, przeciwko czemu właściwie zbieramy te podpisy – bo powiedziałam, że przeciwko aborcji. Wyjaśniłam, że chodzi o zabijanie chorych dzieci. Kobieta się oburzyła, że okłamuję jej syna. Pociągnęła go za sobą, ale on zdążył mi odpowiedzieć „ALE JA BYM PODPISAŁ”.

Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy mieliśmy zbierać na Bramach Wiary (to był taki festiwal, organizowany przez dominikanów). Po drodze spotkałam trzech facetów, zbierających podpisy przeciwko łamaniu praw człowieka w Chinach. Ich interesował los członkow grupy Falun Dafa, mnie natomiast los chorych dzieci. Im bliżej było do duchowości wschodu, ja jestem katoliczką. Ale nie było między nami sporu – zabijać nie wolno, czy to za poglądy religijne/filozoficzne czy to z powodu choroby genetycznej. Po prostu wymieniliśmy się petycjami. Oni podpisali nasz projekt, a ja ich. Tego samego dnia, po koncercie New Life’m w ramach festiwalu Bramy Wiary, ludzie podchodzili po autografy. Ja też zdobyłam autografy czlonków zespołu – ale nie na płycie czy na byle kartce, tylko pod naszym projektem. Zbierałam też podpisy wśród kolegów na uczelni. Jeden kolega zaagażował się nawet – w przerwach między zajęciami wyszukiwał mi wśród studentów osoby potencjalnie zaintesowane naszych projektem. Raz zawołał do mnie pewnego chłopaka, z którym rok wcześniej chodziłam na bioetykę. Na zajęciach często się ze mna droczył, dlatego miał u mnie opinię cynika i generalnie ostatniej osoby, która podpisze projekt ustawy przeciwko aborcji. Takiego nie chciałam w ogóle o nic pytać, ale Łukasz go zawołał. Doznałam szoku, kiedy mój cynik podpisał projekt i wyznał, że jest konserwatystą.

Zapytałam potem innego kolegę. Szybko rozmowa stała się pełna emocji, kolega porównywał urodzenie dziecka ciężko chorego do tortur. Gdy powiedziałam mu, że sama mam zespół Turnera, i że lepiej otoczyć dziecko opieką niż zabijać, dosłownie odebrało mu mowę. Niczego nie podpisał, ale prawie się rozpłakał i stwierdził, że musi to przemyśleć. Łatwo powiedzieć, że urodzenie chorego dziecka to nieodpowiedzialność i egoizm – dopóki nie stoi się przed takim dzieckiem.

Powinniśmy budzić sumienia, nie oceniać – zgadzam się. Tylko czasem trudno odróżnić jedno od drugiego. Kiedyś na zbiórce jakaś kobieta zaczęła się drzeć na kolegę. Musiałam wejść w dyskusję. Kolega nieśmiały i bez problemów zdrowotnych, więc nie miał szans. Ja mogłam jej wejść w słowo, bo urodziłam się z zespołem, więc nie mogła mi zarzucić braku doświadczenia. Wygarnęłam jej, że nie ma prawa mówić tutaj o niepełnosprawnych w ten sposób, bo ja sama urodziłam się z wadą genetyczną, więc nie zamierzam takich rzeczy słuchać, a w ogóle to jakim prawem ona wrzeszczy na kolegę, i tak dalej. W wyniku takiego działania z mojej strony szybko się wycofała.

Kiedy zbiera się podpisy, trzeba być przygotowanym na wszystko. Pod kościołami służy się turystom za źródło informacji o godzinach Mszy Świętych i cenach biletów na koncerty organowe. Nigdy nie zapomnę, jak pewna mała dziewczynka nie umiała dosięgnąć do wody święconej i kolega z Fundacji ją podnosił. Raz na Floriańskiej licealistka zapytała mnie, gdzie jest najbliższy McDonald – pokazałam jej drogę, a przy okazji zdobyłam podpisy od niej i jej koleżanek.

Wielkim doświadczeniem było dla mnie spotkanie na zbiórce pewnego pana. Zapytał mnie przy rozmowie, co o nim myślę. Wyglądał jak zupełnie normalny facet w średnim wieku. Okazało się, że jest bezdomny. Nic na to nie wskazywało – ubiór, mowa, wygląd, nic. Opowiedział nam swoją historię – a potem podpisał projekt, w miejsce adresu wpisując „brak w dowodzie”.

Na zbiórkach spotyka się różne osoby. Czasem ktoś na przykład się zatrzyma i zacznie opowiadać, jak to ludziom chorym nikt nie pomaga, i generalnie jest bieda, depresja, żadnej wartości, jakości i w ogóle to lepiej się zabić. Szczególnie w tym stylu wypowiadała się jedna kobieta, strasznie przybita życiem, bez zaufania do ludzi, bez sensu, po aborcji. Mówiła, że super, że nie żałuje, że pierwsza popiera aborcję i eutanazję… ale rzadko spotyka się ludzi tak zgorzkniałych, pełnych żalu i bez nadziei. Bo przecież ona dlatego popiera aborcję i eutanazję, że sama wcale żyć nie chce, po tym co jej ludzi zrobili, a co robią, a w ogóle… Całej historii jej życia wam nie przedstawię, w każdym razie zrozumiałam, że w naszym kraju naprawdę są kobiety, które były i są kompletnie same z tym wszystkim.

Na koniec podzielę się z wami pewnym spostrzeżeniem – ludzie są dziwni. Potrafią ci powiedzieć, że nie podpiszą twojego projektu przeciwko aborcji, ponieważ są… przeciwko aborcji. Tak, pewna młoda para stwierdziła przy mnie, że nie podpisze, bo nasz projekt zakazuje aborcji tylko w jednym, a nie we wszystkich przypadkach. Znowu pewien pan nie podpisał, bo bał się, że taka akcja wkurzy lewicę i doprowadzi do legalizacji aborcji we wszystkich przypadkach.

Ludzie są dziwni. Ale warto ich zaczepiać. Warto ich zmuszać do myślenia. Można ludzi nauczyć innego patrzenia na świat – i samemu można się wiele nauczyć od nich.

Katarzyna M.J. Waliczek, urodzona z zespołem Turnera, studentka II roku filozofii w ramach MISH na Uniwersytecie Jagiellońskim. Aktywistka krakowskiej komórki Fundacji – Pro prawo do życia

{flike}

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować:

    Wesprzyj naszą działalność:

    . PLN