„Edukacja seksualna w tej formie jest do niczego!” – wywiad z pracownicą Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Wielkiej Brytanii i w Polsce

„Edukacja seksualna w tej formie jest do niczego!” – wywiad z pracownicą Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Wielkiej Brytanii i w Polsce

Do czego chcą doprowadzić obrońcy deprawacji, forsujący edukację według standardów WHO? Co stanie się, jeśli pozwolimy na rozdawnictwo pigułek poronnych? Okazuje się, że skutki mogą być opłakane! Rozmawiamy z kobietą, która pracowała na SOR-ach w Wielkiej Brytanii oraz w Polsce.

Karolina J.: W jakich latach pracowała Pani na SOR-ze w Wielkiej Brytanii?

P. Maria: To były około 4 lata od 2011 do 2014. Przedtem od 2008 roku miałam pojedyncze dyżury i wtedy zaczęłam mieć kontakt z lokalną społecznością, a potem zamieszkałam tam na dłużej.

K: Czy obserwowała Pani przez ten czas jakąś zmianę? Na gorsze albo na lepsze?

P. Maria: Mieszkałam w różnych okręgach. Na początku mieszkałam w Londynie i tam było najgorzej, ponieważ tam aborcja była i jest legalna i było najwięcej przypadków, co mnie osobiście bardzo szokowało – nawet dziewczynek poniżej 18 roku życia, które trafiały na SOR z powikłaniami po aborcji. Co najbardziej mną wstrząsało, trafiały dziewczynki z rozpoznaniami na karcie: bóle brzucha post TOP (czyli post termination of pregnancy). Tego było najwięcej w Anglii.

Potem pracowałam w Irlandii Północnej, gdzie do 2017 roku obowiązywał zakaz aborcji i takich przypadków po prostu nie było. Były inne problemy, też związane z młodzieżą – z uzależnieniami, samookaleczeniami, zaburzeniami psychicznymi, więcej takich przypadków niż w Polsce. Tu tego tak nie widać, przynajmniej ja nie widzę. Natomiast tam, w Irlandii, było tego bardzo dużo.

W Anglii natomiat, jeśli chodzi o powikłania poaborcyjne, kilka kobiet tygodniowo trafiało z takim rozpoznaniem.

K: Kilka kobiet w tygodniu? To dużo…

P. Maria: Przynajmniej ja tyle widziałam. Pracowałam na bardzo dużym oddziale ratunkowym, który miał ponad pięćdziesiąt łóżek. Trafiały dziewczyny, kobiety w różnym wieku. Co mnie najbardziej przerażało, to to, że trafiały takie młode dziewczyny. 15-16-latki trafiały i to na przykład nie była ich pierwsza aborcja. Te dziewczynki miały kolejną z rzędu aborcję.

A jednocześnie podejście lekarzy do opieki nad ciężarnymi, do leczenia poronień, zagrożeń poronieniami i w ogóle, do ciężarnych jest takie, jakby ciąża w ogóle się nie liczyła. Do 12 tygodnia w ogóle nie ma problemu, a powyżej 12 tygodnia też nie przejmują się ciążą tak, jak w Polsce.

Pacjentka, która trafia do Izby Przyjęć z krwawieniem poniżej 12 tygodnia ciąży, na pewno nie zostanie położona od razu na oddziale, tylko odesłana do domu. U nas pacjentka zostanie przyjęta, zostanie na obserwacji, będzie miała zrobione badania. Tam po prostu pójdzie do domu, ewentualnie będzie miała umówioną wizytę w klinice, która ogląda pacjentki poniżej 12 tygodnia( Early Pregnancy Clinic/Unit) – gdzie wykonane będzie usg ewentualnie dodatkowo bHcg. Jedyne czego oni obawiają się w tej sytuacji, to wcale nie poronienie, tylko ciąża pozamaciczna. To trzeba wykluczyć. A poronienie? Zdarza się.

Skutki edukacji seksualnej

K: Zauważyła Pani może skutki edukacji seksualnej w formie forsowanej przez WHO?

P. Maria: To, co zauważyłam, to na przykład to, że gimnazjalistki, 14-15 latki są najczęściej bardzo wyzywająco ubrane, z doprawionymi rzęsami, paznokciami, biustami, chcą wyglądać jak dorosłe – to jest to, co mi się rzuciło w oczy. U nas 14-15 letnie dziewczynki, przynajmniej w większości, jednak wyglądają jak dziewczynki. Oczywiście, zdarzają się również w Polsce dziewczynki w tym wieku chcące uchodzić za dorosłe, ubierające się wyzywająco, malujące się, ale nie rzuca się w oczy to tak, jak tam.

Jest powszechnie dostępna antykoncepcja, która jest darmowa. Można wszędzie dostać każdą formę antykoncepcji. Nie do końca jestem pewna, od którego roku życia dziewczynka może iść sama do ginekologa, ale myślę, że to jest dość wcześnie i rodzic nie za bardzo ma coś do powiedzenia w tej kwestii – ale pediatrią się nie zajmowałam, więc nie wiem do końca… Natomiast myślę, że to jest dość wcześnie, kiedy ona sama może iść do lekarza rodzinnego i poprosić o środki antykoncepcyjne. Prezerwatywy są dostępne wszędzie, odnoszę wrażenie, że bardzo wcześnie jest tam inicjacja seksualna, dzieci bardzo wcześnie interesują się takimi sprawami.

K: Czyli bardzo wcześnie zaczynają współżyć i szybko przejawiają zainteresowanie seksem?

P. Maria: Tak, tam jest bardzo dużo nieletnich matek, jeden z wyższych odsetków w Europie. Zresztą chyba statystyki potwierdzają moje obserwacje. I to mimo powszechnie dostępnej aborcji.

To jest ciekawe, bo jest dostęp do środków antykoncepcyjnych we wszelkiej formie, jakiej sobie tam nie zażyczą, jest edukacja seksualna, są infolinie, a jednocześnie jest tak wysoki odsetek usuwania ciąż, na różnym etapie. Nawet do 24 tygodnia! Tylko musi się zebrać konsylium lekarskie i uznać, że ta aborcja jest dla matki dobra i będzie z tego jakaś korzyść, na przykład jeśli donoszenie ciąży miałoby być „krzywdą psychiczną”.

Nie byłam na takim konsylium, ale w praktyce podobno wygląda to tak, że zbiera się dwóch czy trzech lekarzy i uznają, że na przykład matka wpadnie w większą depresję, jeżeli urodzi to dziecko. Przepisy są jakie są, ustawa jest jaka jest (Abortion Act 1967), więc prawo zezwala na taką możliwość.

Różnice

K: Pracuje Pani teraz na polskim sorze. Czy na polskich sorach pod tym względem jest lepiej? One się rzeczywiście różnią od brytyjskich?

P. Maria: Pewnie! Diametralnie się różnią. Przynajmniej ja nie widzę przypadków kobiet z powikłaniami po aborcji. Oczywiście, kobiety z krwawieniem i innymi powikłaniami w czasie ciąży trafiają na ginekologię i położnictwo, natomiast takich przypadków na pewno jest mniej.

Ja wiem, że teraz niestety działają organizacje typu „Women help women”, które sprzedają pakiety aborcyjne. Po przestudiowaniu ich forum włosy mi dęba stanęły. A przecież to, co może się stać, to to, że kobieta może umrzeć z powodu wykrwawienia się, ponieważ one to robią w domu. Może być niekompletne poronienie, może być krwotok i różne straszne powikłania, z których nie wiem czy te kobiety zdają sobie sprawę, proponując innym to, co proponują.

K: I takie powikłania były też w Wielkiej Brytanii?

P. Maria: Oczywiście, że tak! Te kobiety, które w Wielkiej Brytanii trafiają do oddziału, trafiają po legalnych aborcjach. Natomiast to nie wyklucza oczywiście powikłań.

K: Czyli te legalne aborcje nie są jakieś specjalnie bezpieczne, skoro przynajmniej jedna kobieta dziennie trafia z takimi powikłaniami?

P. Maria: To jest zawsze zabieg medyczny. To jest często łyżeczkowanie, aspiracja, i inne zabiegi, które zawsze niosą ze sobą ryzyko powikłań. W warunkach medycznych pewnie trochę mniejsze, natomiast trafiały do nas kobiety z bólami brzucha, krwawieniami, niekompletnymi aborcjami.

Mam wrażenie, że ludzie, którzy popierają aborcję, wypowiadają się na forach, nazywają człowieka w łonie matki „zlepkiem komórek” nie mają pojęcia o rozwoju prenatalnym człowieka, nie wiedzą, że w od 9 tygodnia zarodek ma ręce, nogi, porusza się w łonie matki, nie mają pojęcia kiedy tworzy się układ nerwowy człowieka. Nie mają pojęcia o czym mówią i co popierają. Jest też grupa kobiet, z którymi zetknęłam się na forach, gdzie inne kobiety oferują pomoc w dokonaniu aborcji – odnoszę wrażenie, że jest to osobna grupa – im nic nie pomoże. Do nich nie przemawia rozwój prenatalny, o którym doskonale są poinformowane, ponieważ administratorki forum dokładnie informują o wszystkim, jeśli kobieta ma jakieś wątpliwości i pytania. Rozmowy tam są nieraz tak drastyczne, żę trudno je przytaczać, a aborcje w warunkach domowych wykonywane są do naprawdę wysokich tygodni ciąży – najwyższy tydzień o którym czytałam to był 19 (!!), z pomocą leków dostarczanych pocztą na poste restante. O tych aborcjach partnerzy tych kobiet często nie wiedzą, myślą że to poronienie, są okłamywani, oszukiwani… musiałaby pani poczytać sama, tego nie da się opowiedzieć. Te kobiety często trafiają do szpitala z powikłaniami, krwotokami, kilka pisało później, że ledwo przeżyło, ale dumne pisały, że udało się im oszukać personel medyczny i rodzinę, że było to poronienie naturalne. Poziom moralny – szokujący.

K: Mówiła Pani o późniejszych aborcjach w Wielkiej Brytanii, że takie aborcje były. Czy były też dzieci, które przeżywały takie aborcje?

P. Maria: osobiście się z tym nie spotkałam, oczywiście znam historie dzieci, które przeżyły aborcje, ale to są raczej historie z USA, choćby historia Gianny Jessen. Podobnych historii jest mnóstwo. To nie jest wcale rzadkie, również w Polsce dzieci przeżywają aborcje.

Moja specyfika pracy polega na tym, że pracuję na oddziale ratunkowym, do którego pacjentki ginekologiczne nie trafiają. Trafiają bezpośrednio do Izby Przyjęć Ginekologiczno-Położniczej. Dlatego nie spotkałam się z takimi powikłaniami. Natomiast z literatury wiem, że są i to jest logiczne i normalne, tak to po prostu wygląda, że przy późnych aborcjach nie zawsze dziecko umrze w łonie matki przed usunięciem go z tego łona.

Społeczeństwo upadłe?

K: Czyli różnice między polską młodzieżą, a młodzieżą brytyjską są spore. Z tego co Pani opowiada, oni mają dziś poważny problem.

Społeczeństwo angielskie jest dla mnie społeczeństwem, które jest dziś moralnie upadłe całkowicie i moim zdaniem problem aborcji, seksualizacji, to jest problem z edukacją seksualną. Ja uważam, że edukacja seksualna w tej formie, jaka jest nam proponowana, jest karygodna.

Natomiast tu nie chodzi tylko o seksualizację. Problem leży również w braku więzi dzieci z rodzicami. Tam po prostu nie ma tej więzi. To są oczywiście tylko moje obserwacje, ale to jest społeczeństwo cierpiące na nerwice lękowe, dzieci bardzo często się samookaleczają, widziałam takich samookaleczających się dzieci na Izbie Przyjęć mnóstwo. Dziecięce szpitale psychiatryczne są przepełnione. Bardzo dużo jest narkomanów, spożycie narkotyków wśród dzieci to poważny problem.

Myślę, że te dzieci szukają atencji u rówieśników, wcześnie rozpoczynają życie seksualne, zachodzą w ciążę i jakby rekompensują sobie te wszystkie braki seksem, to wszystko również prowadzi do takich skutków, jak opisałam. Bo one nie mają tej opieki, zaufania, wsparcia w swoich rodzicach. Te dzieci nie są w ogóle przygotowane… Mimo że przecież jest „edukacja seksualna”. Tylko że ta edukacja w tej formie jest do niczego. Bo nie chodzi przecież o to, by uczyć o mechanicznym seksie, tylko żeby uczyć o odpowiedzialności. O tym, że podejmując współżycie, bierzemy odpowiedzialność za drugą osobę i za to, co się może stać, bierzemy odpowiedzialność za partnera, siebie i za dziecko, które może być owocem współżycia. A także i chyba przede wszystkim tego, że seks jest dopełnieniem związku, a nie celem samym w sobie. Ma zachodzić pomiędzy ludźmi, którzy są ze sobą związani, ufają sobie, a nie być jednorazową przygodą z byle kim i byle gdzie.

K: Dziękuję za rozmowę!

Dane rozmówcy zmienione.

Także mogą Cię zainteresować:

Popierasz to co robimy?

Wesprzyj nasze akcje