Starsze osoby pamiętają jeszcze czasy komunistycznej cenzury, kiedy każda publikacja, zanim dotarła do odbiorcy, musiała być sprawdzona przez funkcjonariuszy reżimu. Treści kwestionujące „jedynie słuszny ustrój”, albo sojusze międzynarodowe, nie mogły się ukazać.

Starsze osoby pamiętają jeszcze czasy komunistycznej cenzury, kiedy każda publikacja, zanim dotarła do odbiorcy, musiała być sprawdzona przez funkcjonariuszy reżimu. Treści kwestionujące „jedynie słuszny ustrój”, albo sojusze międzynarodowe, nie mogły się ukazać, co więcej, nikomu nie przychodziło do głowy, aby je w ogóle w tekstach umieszczać. Treści religijne mogły się wprawdzie ukazywać w koncesjonowanych wydawnictwach, ale trzeba było uważać, aby nie pojawiły się jakieś zwroty kojarzące się negatywnie z Władzą Ludową. Książka C.S. Lewisa, która później była przebojem rynku pod tytułem „Listy starego diabła do młodego”, za PRL musiała się ukazać pod tytułem „Listy o modlitwie i moralności”, żeby nie budzić skojarzeń z ustrojem.

Wiele się od tego czasu zmieniło. Państwo polskie zniosło cenzurę prewencyjną, a rozwój Internetu sprawił, że wielu sądziło, że cenzura jest wręcz niemożliwa. Okazało się, że była to pomyłka. Facebook udowodnił, że Internet można cenzurować. Oczywiście firma Zuckeberga nie ingeruje w informacje co kto jadł na śniadanie, ale podobnie jak cenzorzy w czasach PRL jest wyczulona na sprawy ideologiczne. Tyle że ideologia się zmieniła. Miejsce komunizmu zajęła „tolerancja dla różnorodności”. W ramach tej tolerancji nie wolno napisać, że dzieci wychowywane przez pary homoseksualne są wykorzystywane i cierpią, bo to jest „mowa nienawiści”. Prawo do życia w jedynie słusznym ustroju zostało zastąpione przez prawo do zabicia swojego dziecka, próby pokazania zdjęcia ofiary również kończą się. Obecnie ideologia nazywa się „standardami Facebooka”. Podobnie jak w czasach PRL cenzorska czujność Facebooka przybiera absurdalne formy. Przekonali się o tym właściciele serwisów rowerowych, którym zakazywano pisać o pedałach.

Dlatego, jeśli obserwujecie nas na facebooku, nie dowiecie się o wielu organizowanych przez nas akcjach. Nie dowiecie się, bo w jaki sposób pokazać zdjęcie z pikiety antyaborcyjnej, jeśli jest ono usuwane lub natychmiast ukrywane, bo „przedstawia drastyczne obrazy”? Warto przypomnieć, że administracja facebooka nie blokuje nawet niebezpiecznych instrukcji, jak dokonać aborcji. Instrukcji, które rzeczywiście mogą zabić dziecko, a także matkę. Mając takie porównanie, mamy wierzyć, że jest to jakakolwiek forma troski? Nie wierzymy.

Nie dowiecie się również, w jaki sposób informować o zagrożeniach płynących z zezwalania na adopcję przez „rodziców jednopłciowych”, gdyż taki post jest zdejmowany z facebooka, a admini dostają ostrzeżenie, że prawda jest mową nienawiści. Czyżby facebook uważał, że należy ukrywać krzywdy wyrządzone dziecku, jeśli tylko są one wyrządzane przez „uprzywilejowanych” w lewicowych środowiskach? W jaki sposób informować Was o pikietach podczas parad agresywnych środowisk lgbt, jeśli informacje o takich pikietach są usuwane?

Można oczywiście twierdzić, że sami zgodziliśmy się na taki układ z portalem. Tylko że nie jest to prawda. Facebook co rusz wymyśla kolejne zasady, a blokadę lub bana możesz dostać nawet za treści sprzed lat. Przykładem są osoby blokowane za zdjęcia lub treści mówiące o organizacjach narodowościowych w Polsce. Wystarczy jedno słowo, by taką blokadę dostać – także my nie możemy napisać, że podczas pikiet pomagały nam pewne organizacje. Gdy większość z nas zakładała tu konto, większości zasad, za które dziś blokuje się konta, nie było.

Oczywiście, podjęliśmy kroki, żeby mimo wszystko być widzialnymi w przestrzeni. Możesz nas znaleźć na portalu Minds, gdzie póki co cenzury nie ma i który reklamuje się jako wolna przestrzeń debat. Oprócz nas, miejsce znalazło tam wiele innych fanpage’ów, które na facebooku były co chwilę blokowane lub usuwane. Zachęcamy więc, by śledzić nas właśnie tam.

Warto również zapisać się na nasz newsletter, gdzie co tydzień podajemy kolejne informacje o naszej działalności.

Na facebooku śledzi nas prawie 100 tysięcy osób. I nawet jeśli te treści są w dużej części ukrywane, wiecie mniej więcej, co się u nas dzieje i jak możecie pomóc w pokazywaniu prawdy. Warto jednak wiedzieć, że już teraz przed referendum w Irlandii facebook ukrywał treści pro-life z nim związane. Czy któregoś dnia nie postanowi pożegnać się z nami? Nie możemy zagwarantować, że tak nie będzie. Zachęcamy więc do subskrypcji również w innych social mediach.

Minds
Strona internetowa
Twitter
Instagram
Newsletter

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować:

    Wesprzyj naszą działalność:

    . PLN