„Fundacja „Pro-Prawo do życia” to organizacja przestępcza. Ujawnianie prywatnych adresów, telefonów i zastraszanie lekarzy wykonujących zabiegi aborcji, makabryczne billboardy, przetrzymywanie siłą przez działaczy i działaczki fundacji kobiet, które chciały dokonać aborcji, w ich własnych domach. To są karygodne przestępstwa” – brzmi cytat z wrocławskiego wydania Wyborczej.
Chrystian Szpilski jest asystentem poseł Marceliny Zawiszy z ultralewicowej partii „Razem” i członkiem rady konsultacyjnej „strajku kobiet”.
Rzecz jasna, wiadomo dlaczego te słowa padły. Nie chodzi przecież o prawdę. Chodzi o to, by łatwowiernemu tłumowi wtłoczyć kolejne bzdury. Pan Chrystian Szpilski ze swoich słów będzie musiał się tłumaczyć, podejmiemy oczywiście czynności prawne. Znajdą się jednak „prości ludzie”, którzy uwierzą, że członkowie fundacji w swoich tajnych lochach przetrzymują kobiety przyłapane na próbie zdobycia pigułek aborcyjnych.
Inni uwierzą, że to my, a nie lewica, ujawniamy czyjeś prywatne adresy. Tak jakby prywatny adres naszej wolontariuszki, która uratowała życie nienarodzonemu dziecku, nie krążył w sieci i jakby lewicowi aktywiści nie wysyłali jej gróźb śmierci oraz gwałtu. W ciągu ostatnich tygodni podobnie stało się z adresami sędziów Trybunału Konstytucyjnego, Roberta Bąkiewicza oraz innych działaczy. Ujawniali je właśnie członkowie „strajku kobiet”. Czy również Szpilski?
Właściwie w wypowiedzi Szpilskiego zgadzają się jedynie bilbordy. Aborcja, którą przedstawiają, istotnie jest makabryczna i cieszymy się, że do Szpilskiego to dotarło.