189407 aborcja 03Zabicie dziecka zostawia rany w duszach wszystkich jego bliskich.

Życie zaczyna się od poczęcia. To niepodważalny fakt. Póki co, mimo wielu wypowiedzi czołowych osób ze świata feminizmu, które starają się zanegować tę prostą prawdę, nikt nie zdołał udowodnić, że płód nie jest od początku człowiekiem. Nikt z negujących tę kwestię nie potrafi odpowiedzieć na te dwa kluczowe pytania: jaki moment przesądza o tym, że płód staje się nagle człowiekiem? Jeśli płód nie jest istotą żywą, zatem jak to możliwe, aby z czegoś powstał nagle ktoś?

Rodziny, w których dziecko nienarodzone zmarło w wyniku poronienia lub zostało zabite w wyniku aborcji doświadczone są utratą dziecka. Oczywiście, przyczyna takiego stanu w obu przypadkach jest inna. W sytuacji poronienia mówi się o dziecku, które zmarło przed narodzeniem. Jego rodzice zastanawiali się nad wyborem imienia, w marzeniach wyobrażali sobie rodzinnie spędzany czas, wakacje, urodziny czy święta. Wszystko to w jednym momencie się rozsypuje. Dla kobiety zaś oznacza często katastrofę, która zdaje się pozbawiać sensu jej życia. Długi czas musi nieraz minąć, aby ból po stracie dziecka zelżał. Siłą jest natomiast to, iż nie próbuje się tej tragedii bagatelizować, mówiąc „nic takiego się nie stało”.

W przypadku aborcji natomiast nie mówi się o tym, że zabite zostało dziecko. Unicestwiając życie człowieka porównuje się to do np. wycięcia wyrostka robaczkowego. Mówiąc „i po kłopocie”, „był to zbędny balast. Teraz wszystko się ułoży” próbuje się zanegować prawdę o tym, że dokonana została zbrodnia na niewinnym człowieku. Negacja ta jednak nie przynosi długotrwałej ulgi. Z czasem u kobiety dochodzi do pęknięcia, załamania obrazu świata i widzenia siebie według utartego schematu. Zazwyczaj zachodzi to w takich momentach, które przypominają o tym, co się stało i nie pozwalają myśleć po staremu o tym wydarzeniu. To mogą być rocznice. Kobieta doskonale pamięta moment możliwego terminu porodu czy dzień aborcji. Wtedy czuje dołek, choć nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego, co go powoduje. Bardzo często załamanie pojawia się także przy kolejnej ciąży. Wtedy dochodzi do porównywania abortowanego dziecka z tym, które ma przyjść na świat. Do żyjącego dziecka sąsiadów, które pokazuje, ile lat mogłoby mieć utracone dziecko, co teraz by robiło. Ale na skutek aborcji wszelkie te myśli nie mogą stać się rzeczywistością. W końcu, momentem przypominającym o dokonaniu aborcji może być kres życia, kiedy człowiek go bilansuje i zbiera w garść to, co się udało, a co nie. Bywa, że przypomnienie o przerwaniu życia dziecka staje się wtedy jeszcze bardziej bolesnym i silnie przeżywanym dramatem. Ponadto, mówienie o tym, że aborcja to prawo kobiety do rozporządzania własnym ciałem jest kłamstwem, które krzywdzi nie tylko samą kobietę, ale także jej bliskich. I doprowadza do wielu innych problemów.

Dzieci już narodzone w rodzinie, gdzie dokonana została aborcja, nie potrafią naturalnie i spontanicznie wiązać się ze swoimi rodzicami. Są ocaleńcami. Czują, że brakuje rodzeństwa. Pojawia się wtedy nieufność w stosunku do rodziców. Dzieci te czują się wyselekcjonowane do życia, rozważają, czy rzeczywiście były lepsze i godne, aby żyć. Dlaczego tamtym nie dane było przyjść na świat? To powoduje poważne obciążenia, które zaburzają naturalne odnalezienie się w rodzinie. Ocaleńcy próbują zatem na swój sposób radzić sobie z tym dramatem. Wchodzą w nałogi, aby odwrócić uwagę od tego, co tak boli. Nałogi, jak na przykład alkoholizm, są widoczne, mogą być leczone. Zakrywają w ten sposób prawdziwą przyczynę doprowadzającą do tego stanu. Oprócz wpadania w nałogi, może pojawiać się także nieufność do autorytetów. Wiadomo, że pierwszymi autorytetami są rodzice; gdy dzieci nie czują się bezpieczne przy nich, wtedy nie potrafią zaufać także innym. W ten sposób mają kłopoty z zawieraniem przyjaźni, bliskością z drugą osobą. Co więcej, ocaleńcy podejmują często działania, które są obciążone ryzykiem śmierci, ponieważ odtwarzają w ten sposób swój dramat osoby, która mogła nie żyć, ale z jakichś powodów została wybrana, wyselekcjonowana do życia.

Natomiast ojciec abortowanego dziecka czuje, że nie spełnił się w roli opiekuna. To budzi w nim gniew, oburzenie, złość. Często mężczyzna nie potrafi pohamować swojej złości. Może ona być tak wielka, że mężczyzna uczy się ją kontrolować poprzez zażywanie leków, choć szybko okazuje się, że ta metoda nie jest dobra. Następuje także zupełnie inne postrzeganie aktu seksualnego. Coś, co dla mężczyzny stanowi akt życiodajny nagle staje się aktem śmiercionośnym. Po dokonaniu aborcji seks nie kojarzy się już z dawaniem życia, ale z odrzuceniem, wykluczeniem, śmiercią. Nawet jeśli mężczyzna nie dostrzega tej zmiany, to jednak ona demobilizuje. W wymiarze cielesnym objawia się to wówczas w trudności z przeżywaniem reakcji seksualnych, także na poziomie fizjologii. W wymiarze psychologicznym – to trudności w prawidłowym przeżywaniu emocji, byciu męskim, opiekuńczym.

Kazimiera Szczuka w swej książce „Milczenie owieczek – rzecz o aborcji” próbuje wyjaśniać, że w pierwszym trymestrze ciąży płód nie jest malutkim człowieczkiem, którego wymyśliła propaganda pro-life, żadnym małym Beethovenem, Szekspirem ani małą Wisławą Szymborską. Nie jest również kawałkiem ślepej kiszki. Jest płodem. Polemizując z nią, pozwolę sobie porównać tę sprawę do sali sądowej: póki oskarżonemu nie udowodni się winy, jaka jest mu zarzucana – pozostaje niewinny. Tak samo w przypadku poczęcia – póki nie udowodni się, że płód nie jest od początku człowiekiem, to trzeba przyjąć, że nim jest. Idąc dalej takim tokiem myślenia należy z całą mocą podkreślić, że dokonanie aborcji oznacza zabicie poczętego dziecka oraz zabicie cząstki kobiety, cząstki rodziny, której potrzebna jest pomoc w uporaniu się z problemami, jakie przyczyniły się do aborcji oraz jakie odczuwa po niej. I właśnie to próbują wyrażać prolajferzy pikietując, próbując ukazać prawdę o tym procederze.

Dzień dziecka utraconego to czas bolesny, w którym moment poronienia lub dokonania aborcji odżywa w umysłach całej rodziny dotkniętej doświadczeniem utraty dziecka. Bo utrata dziecka zawsze boli, nawet jeśli wydawała się remedium na problemy. W przypadku aborcji mamy natomiast możliwość działania, które może doprowadzić do zahamowania tego procederu. Wystarczy tylko wykonać ten pierwszy krok. Warto zastanowić się na tym mając w pamięci dzieci, które odeszły do wieczności.

 

Tekst powstał na podstawie artykułu „Problemy psychiczne członków rodziny z doświadczeniem aborcji – drogi wyjścia” autorstwa Andrzeja Winklera, który jest psychologiem, licencjonowanym terapeutą, superwizorem i trenerem i przewodniczącym NEST (New Experience for Survivors of Trauma).


{flike}

Czy wiesz, ze grozi nam zniknięcie z mediów społecznościowych? 

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywac informację o najważniejszych wydarzeniach na froncie walki z aborcją i deprawacją!

     

    Także mogą Cię zainteresować:

    Wesprzyj naszą działalność:

    . PLN