Już przed rozpoczęciem zgromadzenia urzędnik wydelegowany z UM do nadzorowania naszej pikiety poinformował nas, że jeśli oprzemy plakaty o barierki, to rozwiąże zgromadzenie. Wobec takiej postawy staraliśmy się do tego nie dopuścić. Widać to nie było po myśli władz, gdyż pod koniec zgromadzenia podeszło do nas dwóch strażników miejskich (przypominamy, że Straż Miejska również podlega pod UM) i powiedzieli, że za deptanie trawy, na której oni sami też stali, oraz za umieszczanie plakatu na terenie szpitala, a także za umieszczanie nieprzyzwoitego plakatu zostaną postawione mi zarzuty.
Od razu, na miejscu wypisali wezwanie na przesłuchanie. Odmówiłem przyjęcia wezwania i spytałem się, o jaki plakat chodzi. Wskazali na banner ze św. Maksymilianem i modelem dziecka nienarodzonego z wbitą strzykawką. Na koniec całej akcji antyaborcyjnej urzędnik jeszcze stwierdził, że w przyszłości, jeśli znów staniemy na trawie, to je też rozwiąże.
Zatrudnienie aborterów i szukanie byle pretekstu do zakazania działań mających ich powstrzymanie ma na celu mordowanie dzieci bez głosu sprzeciwu. Nie dopuścimy, aby za naszego życia tak się stało.