Policja cytująca w lokalnych mediach relację poszkodowanego mężczyzny używa jego własnych słów: „było to skrajnie satanistyczne”. Sam sprawca, którego znaleziono na miejscu popełnionego czynu, przyznał się tylko do części zarzutów. Całkowicie zrzucał odpowiedzialność na „szczególnie silną” odmianę marihuany, którą zapalił tuż przed ukryciem się w domu ojczyma. Twierdzi, że dostał tak mocnych halucynacji, że te uniemożliwiają mu odtworzenie całego przebiegu zdarzeń. Z całą stanowczością stwierdził jednak, że powodem ataku była „motyw emocjonalny”, wynikający z braku akceptacji jego tożsamości płciowej przez ojczyma. Matka mężczyzny potwierdziła, że istniała między nimi bardzo napięta relacja właśnie z tego powodu, choć nigdy wcześniej nie doszło tam do żadnej przemocy.
Kilka dni temu w jednym z amerykańskich szpitali dokonano aresztowania pielęgniarki OIOM, która identyfikuje się jako mężczyzna. Dokonała brutalnego aktu przemocy wobec 4-miesięcznego wcześniaka (dziewczynki urodzonej w 23-tygodniu ciąży), przebywającej na tamtejszym oddziale intensywnej terapii. U dziecka wykryto liczne obrażenia, w tym mnogie złamania kości nóg, obrażenia języka oraz siniaki na całym ciele. Oskarżona, podczas nocnego dyżuru, wchodziła do sali, na której przebywało niemowlę 32 razy (dowód w postaci szpitalnych logów). 43-letnia kobieta „Kieran Ashley”, wedle kolegów z pracy, wydawała się tamtej nocy pobudzona i sfrustrowana. Kobieta przechodziła intensywną terapię hormonalną, mającą uczynić z niej mężczyznę.
Trzy dni temu 18-letnia Julia Egler została skazana na 50 lat pozbawienia wolności. Dwa lata temu zastrzeliła i dobiła nożem matkę i jej partnera. Najpierw twierdziła, że zbrodni dokonali włamywacze, upozorowała nawet całą scenę. Dochodzenie wykazało jednak, że za okrutną zbrodnią stoi dziewczyna. Powodem miała być niezgoda matki na przechodzenie przez nastolatkę tranzycji i ciągłe nazywanie jej nieprawidłowymi zaimkami, czyli tzw. misgendering. „Nie planowałam zbrodni. Zobaczyłam broń [w domu] a potem samo się to jakoś potoczyło” – stwierdziła podczas przesłuchania na policji.
To nie pojedyncze akty szaleństwa oderwane od kontekstu. „Zbierzesz, co zasiejesz” wydaje się najbardziej adekwatnym opisem tego przerażającego trendu. Ta ideologia od lat wtłacza ludziom matrycę, że ich płeć jest konstruktem społecznym (John Money) przypisanym przy urodzeniu, zaś subiektywne odczuwanie tożsamości ma absolutny prymat nad rzeczywistością.
Konsekwencją tego procederu są zachowania, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Ten eksperyment na żywej tkance społecznej nigdy nie miał miejsca w warunkach laboratoryjnych i nie ma żadnych naukowych podsumowań. Wszystko dzieje się „tu i teraz”, bez możliwości bezpiecznego nadzorowania grupy kontrolnej. W rzeczywistości każdy z nas jest objęty tym badaniem, bez możliwości wyrażenia zgody. I konsekwencje też ponosimy my.
Ideologia trans nie leczy dysforii płciowej, za to potęguje skutki. To zaburzenie psychiczne, polegające na afirmacji, społecznym i medycznym „procesie przejścia” oraz presji na otoczenie, by brało udział w tym wielotorowym kłamstwie, które tworzy nowy rodzaj jednostki chorobowej zdrowia psychicznego o charakterze kontaminująco-agresywnym. Klasyczna psychiatria traktowała dysforię płciową jako głębokie zaburzenie psychiczne, wymagające specjalistycznego leczenia. Dzisiaj psychiatria ideologiczna odwraca logikę procesu leczenia – biologiczne determinanty są „passe” zaś każdy kto na nie wskazuje, jest homofobem i przemocowcem. Bohaterem staje się chory człowiek, który wymaga i wymusza na innych partycypację w swoim zaburzeniu.
Skutkiem takiego odwrócenia biegunów jest nie tylko lawinowy wzrost autodestrukcji wśród osób z dysforią, ale przede wszystkim coraz bardziej nasilające się akty agresji wobec tych, którzy nie chcą partycypowania w tej malignie. To nie jest walka „odrzuconych i ciemiężonych” o równe prawa, tylko globalistyczna idea, która przenosi ciężar choroby pacjenta na całe otoczenie i nakłada na niego przymus wymierzania kary każdemu, kto żyje w prawdzie.
Ta nowa kategoria ideologiczna, w której kwestionowana jest biologia, naturalny porządek świata czy nauka, gdzie afirmacja staje się niekwestionowanym obowiązkiem dla każdego, powoduje, że drzwi dla „uzasadnionej przemocy” otwierają się na oścież. Osoba pogrążona w głębokim zaburzeniu, bez racjonalnego obrazu rzeczywistości, może uznać, że odrzucenie jej iluzoryczności egzystencji jest otwartym aktem przemocy wobec niej i uzurpuje sobie prawo do odpowiadania realna przemocą. Klasyka zaburzeń psychotycznych – urojenie staje się centrum rzeczywistości, zaś świat zewnętrzny wrogiem, z którym należy walczyć bez wytchnienia i na wszelkie sposoby. Trans ideologia dolewa jeszcze oliwy do tego ognia, wplatając elementy społeczne, kulturowe czy polityczne.
Osoby chore należy leczyć. Należy o nie dbać i chronić przed pogłębianiem się ich cierpienia. Ma się to opierać na leczeniu przyczyny, a nie skutku. Nie można wymuszać na społeczeństwie, by uczestniczyło w procesie chorobowym, pozwalając, by zakażony organizm zatruwał zdrowe tkanki. Żadne hormony, operacje czy kłamstwa nie zmienią faktu, że cierpi człowiek. Ideologia, która stawia subiektywne odczucia ponad obiektywną prawdę przy jednoczesnym demonizowaniu oporu i niezgody wobec niej, tworzy cieplarniane warunki dla środowiska, gdzie zaburzenie psychiczne może przechodzić płynnie w agresję wobec tych, którzy mają odmienne zdanie. Obrona życia to obrona RZECZYWISTOŚCI I PRAWDY. Bez nich stajemy się tylko pustymi, okaleczonymi ciałami, ze zrujnowanymi relacjami społecznymi czy urojeniami.
Stań z nami do walki o prawdę. Dość produkowania „nowego człowieka” – okaleczonego, cierpiącego i zostawionego samemu sobie. Nasze pokolenie ma szansę położyć kres temu globalnemu szaleństwu.
Źródła:
https://www.gbnews.com/…
https://www.ktvu.com/…
https://www.fox35orlando.com/…