Donosiła o tym m.in. Gazeta Wyborcza (słusznie zwana nazywana Gazetą Aborczą) w artykule z 18.09.2026. W tym samym tekście znajduje się krótka wzmianka, że pan doktor Jagielski też złożył dokumenty. Zatem Gizela nie idzie sama po pracę we wrocławskiej lecznicy, ale czyni to również jej mąż.
Łukasz Jagielski w latach 2016-2025 był ordynatorem oddziału ginekologiczno-położniczego w oleśnickim szpitalu, na którym dyżurowała Gizela Jagielska. Jednocześnie pełniła ona tam funkcję zastępca dyrektora ds. medycznych. Ot, taka układanka… Małżeństwo aborterów było przez wiele lat wygodnie umoszczone w Powiatowym Zespole Szpitali w Oleśnicy.
Jagielscy od wielu lat prowadzą również swoją prywatną klinikę w podwrocławskim Kiełczowie. Odbywały się tam i nadal odbywają pikiety antyaborcyjne – ku wielkiemu ich niezadowoleniu.
W 2019 r. Łukasz Jagielski, nie mogąc znieść niewygodnych, publicznie zadawanych pytań dotyczących aborcji dokonywanych na kierowanym przez niego oddziale w oleśnickim szpitalu (chodziło o lata 2016-2018, kiedy zabito tam 66 dzieci), skierował prywatny akt oskarżenia przeciwko trzem działaczom Fundacji Pro – Prawo do życia, zarzucając im m.in. poniżanie go w oczach opinii publicznej i narażenia na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu lekarza ginekologa i położnika.
A tymczasem na całym świecie to sami aborterzy poniżają samych siebie i narażają na utratę zaufania, gdy odbierają życie bezbronnym dzieciom poczętym lub choćby wspierają takie praktyki. No bo jak ufać komuś, kto okrutnie uśmierca najmłodszych lub po prostu popiera takie praktyki w zarządzanej przez siebie jednostce?
Niestety sądy obu instancji nie uwzględniły oczywistego prawa do zadawania niewygodnych pytań i nazywania tzw. legalnej aborcji zabójstwem (bo de facto tym jest, mimo że wadliwe prawo dopuszczające aborcję stanowi inaczej) i wydały wyroki skazujące. A przecież dla zabijanego dziecka nie ma żadnej różnicy, czy traci życie w wyniku procedury uznanej za legalną przez wadliwe prawo i jeszcze bardziej wadliwą jego interpretację, czy też w wyniku czynu uznanego za zabroniony. Efekt jest ten sam – ginie w męczarniach. Taki jest stan faktyczny, którego żaden niesprawiedliwy wyrok nie zmieni.
Jeśli w szpitalu im. Falkiewicza zostanie zatrudniona para bezwzględnych aborterów lub nawet jeden z nich, wówczas placówka ta przestanie być bezpiecznym miejscem dla dzieci przebywających pod sercami swych matek.
Media donoszą, że Gizela Jagielska nie chce już pracować w Łużyckim Centrum Medycznym w Lubaniu i złożyła wypowiedzenie. Być może duża odległość od domu była zbyt uciążliwa, ale niewątpliwie również antyaborcyjne protesty organizowane przez tamtejszym szpitalem oraz przed siedzibą lubańskiego starosty odebrały aborterce komfort działania.
Obecnie trzeba działać, aby nie dopuścić do zagnieżdżenia się aborterów w brochowskiej lecznicy. Trzeba dbać o komfort dzieci, które mają przyjść na świat, a nie o komfort złoczyńców, którzy czyhają na ich życie. Modlitwa publiczna i pikiety antyaborcyjne organizowane przed szpitalem są teraz szczególnie potrzebne.
Źródła:
https://wroclaw.gosc.pl/…
https://wroclaw.wyborcza.pl/…