jak wykonuje się

aborcję?

Aborcję w szpitalach wykonuje się przez wyssanie dziecka z macicy, rozczłonkowanie go lub poprzez wywołanie sztucznego poronienia. Wszystkie te metody morderstwa są makabryczne i brutalne. Wiążą się z torturami i ogromnym cierpieniem dla dziecka oraz poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi dla matki.

Aborcje przez rozczłonkowanie lub wyssanie dziecka z macicy

Jak wyglądają takie aborcje, tłumaczy dr Anthony Levatino – praktykujący ginekolog i położnik, który we wczesnym okresie swojej kariery lekarskiej wykonał ponad 1200 aborcji. [1]

W pierwszym trymestrze ciąży

Aborter używa metalowych prętów o różnej grubości, zwanych rozszerzaczami. Wprowadza je do szyjki macicy, zyskując w ten sposób dostęp do dziecka. Maluszek ma już palce u rąk i nóg, a jego serce bije, choć kości są wciąż słabe i kruche. Aborter bierze cewnik ssący i wsuwa go przez szyjkę macicy. Następnie włączana jest maszyna ssąca z mocą 10–20 razy większą niż domowy odkurzacz. Dziecko jest gwałtownie rozrywane na strzępy przez siłę ssania i wciskane razem z łożyskiem do maszyny ssącej. Jednym z zagrożeń tej metody jest niepełna aborcja. Kiedy jakaś część dziecka pozostanie w macicy, może doprowadzić do infekcji i krwawień. Aby temu zapobiec, aborter używa łyżki ginekologicznej w celu oskrobania błony śluzowej macicy. Kiedy macica jest pusta, aborcja jest zakończona. [2]

W drugim trymestrze ciąży

Ponieważ dzieci w drugim trymestrze są już duże, szyjkę macicy trzeba odpowiednio przygotować do aborcji na 24–48 godzin wcześniej za pomocą listownicy. To rodzaj wyjałowionego wodorostu, który absorbuje wodę i pęcznieje, zwiększając kilkukrotnie swoją średnicę. Do pomocy w otwieraniu szyjki macicy można także użyć metalowych rozwieraczy.

Kiedy szyjka jest już szeroko otwarta, do środka wkładana jest rurka maszyny ssącej, która odsysa otaczający dziecko płyn owodniowy. Dziecko w drugim trymestrze ciąży nie zmieści się jednak do maszyny. Dlatego do jego zabicia używa się specjalnych stalowych kleszczy z rzędami ostrych zębów. Aborter używa ich, aby chwycić rękę lub nogę dziecka, po czym ciągnie mocno, aby je wyrwać. Jedna po drugiej kończyny dziecka są wyrywane, razem z jelitami, kręgosłupem, sercem i płucami.

Z reguły najtrudniejszą częścią procedury jest wyciągnięcie główki dziecka, która jest chwytana i zgniatana. Aborter wie, że zgniótł czaszkę, kiedy z szyjki macicy wypłynie biała substancja. To mózg dziecka. Aborter usuwa wtedy części czaszki, łożysko i pozostałe części dziecka, zeskrobując je ze ściany macicy za pomocą łyżki ginekologicznej.

Następnie aborter zbiera kawałki dziecka i składa je ponownie, aby upewnić się, że wydobył dwie ręce, dwie nogi i wszystkie inne części.

Kiedy policzy wszystkie części ciała, aborcja jest zakończona. [3]

W trzecim trymestrze ciąży

Taką aborcję przeprowadza się na dzieciach od 25. tygodnia ich życia do końca ciąży. W tym momencie dziecko jest prawie całkowicie rozwinięte i zdolne do przeżycia poza organizmem matki.

Procedura aborcji trwa 3 lub 4 dni. W pierwszym dniu aborter używa dużej igły, aby wstrzyknąć dziecku substancję, która skutkuje nagłym zatrzymaniem krążenia.

Aborter wsuwa igłę poprzez jamę brzuszną lub pochwę i wbija ją w dziecko. Celuje w jego głowę, tułów lub serce. Dziecko czuje ból i umiera. Następnie aborter wkłada listownicę do szyjki macicy, aby doprowadzić do jej rozszerzenia. Kobieta, czekając na rozszerzenie szyjki macicy przez listownicę, nosi w sobie martwe dziecko przez 2–3 dni.

Drugiego dnia aborter upewnia się za pomocą USG, że dziecko jest martwe. Jeśli dziecko nadal żyje, wstrzykuje mu kolejną dawkę trucizny i kobieta wciąż musi czekać, aż w czasie skurczów wyda na świat martwe dziecko. Syna lub córkę.

Jeśli dziecko nie wyjdzie w całości, rozpoczyna się procedura rozszerzenia i wyłyżeczkowania. Do rozczłonkowania ciała dziecka na kawałki aborter używa szczypiec i kleszczy. Kiedy wszystkie części ciała dziecka i łożysko zostaną usunięte z macicy, aborcja jest zakończona. [4]

Aborcja w każdym trymestrze, ale szczególnie w późniejszych, wiąże się z ogromnym ryzykiem dla życia i zdrowia kobiety. Grożą jej m.in. przebicie lub uszkodzenie macicy, możliwe uszkodzenia jelit, pęcherza i okolicznych naczyń krwionośnych, krwotok, infekcje, a w niektórych przypadkach nawet zgon. Także przyszłe ciąże są obarczone większym ryzykiem poronienia lub przedwczesnego porodu. [5] Przerażające świadectwo na temat tego, jak w praktyce wyglądają takie aborcje, daje była aborcjonistka, która pracowała w jednym z ośrodków śmierci na terenie USA [6]:

„Kobiety były wyznaczone na „zabieg” jak w zegarku, wszystko było doskonale zorganizowane. Pięć pokoi było zapełnionych kobietami. Niektóre z nich były biednie i zdesperowane. Większość była jednak bogata i wściekła. Kiedy doktor włączył maszynę ssącą, usłyszałam przerażające dźwięki… siorbanie, przełykanie… wysoki ton… wyglądało to tak, jakby wąż odkurzacza zadławił się czymś! To było okropne i przerażające. Znacznie gorszą częścią mojej pracy było opróżnianie maszyny ssącej każdego „dnia zabiegów”, i to nie tylko raz. Szczątki dzieci garściami wpadały do muszli klozetowej, chlapiąc dookoła na całą ubikację i podłogę. Nie cierpiałam wycierania krwi ze ścian, podłogi, spłuczki i sedesu.”

Pewnego dnia kobieta została zmuszona do wejścia na salę w trakcie wykonywania aborcji.

„Piękny, biały pokój badań był zalany krwią… cały obryzgany krwią. „Pacjentka”, leżąc na łóżku, była cała w szoku i gwałtownie się trzęsła… cała obryzgana własną krwią… i krwią jej nienarodzonego dziecka. Doktor zaś był w swojej zwyczajnej pozycji: z kleszczami w obu rękach gwałtownie potrząsał nimi, próbując wyciągnąć „to” z łona tej dziewczyny.”

Zaraz potem zobaczyła, co trafiło do maszyny ssącej – maleńkie nóżki, rączki, cały kręgosłup…

Podobne koszmary rozgrywają się również w Polsce. Agata Rejman była położną w jednym z rzeszowskich szpitali, w którym zabijano nawet 6-miesięczne dzieci*. Po odejściu z  pracy mówiła m.in., że:

„Dzieci są wyciągane za nóżki z łona matki, często rozrywane na pół i wrzucane do podstawionego wiadra. Niektóre z nich nie mieszczą się i są w tym wiadrze upychane.” [7]

* Szpital Pro-Familia przestał zabijać dzieci w wyniku trwających kilka lat działań Fundacji Pro-Prawo do życia.

Zamów przewodnik w wersji drukowanej lub PDF