dzieci rodzą się żywe

w trakcie aborcji

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że w trakcie aborcji dzieci rodzą się żywe i umierają później w okropnych męczarniach. Według danych opublikowanych przez brytyjskich naukowców, aż 10% dzieci poddawanych aborcji w 23. tygodniu ciąży rodzi się żywych. Jeszcze inne statystyki mówią, że co szóste dziecko rodzi się żywe przy próbie morderstwa. [8]

Zdjęcie w nagłówku przedstawia dziecko w 23 tygodniu rozwoju. Zmarło w wyniku wypadku lub z przyczyn naturalnych w latach 30 XX wieku w Chicagowskim szpitalu. Rodzice przekazali ciało dziecka do celów naukowych Muzeum Nauki w Chicago.

fot. woodleywonderworks, fetus development – 23 weeks from the exhibit at the Chicago Museum of Science and Industry, [online, dostęp 01.10.2020] https://www.flickr.com/photos/wwworks/9532581603

Jak to jest możliwe?

Dzieje się tak w momencie wykonywania aborcji poprzez sztuczne wywołanie porodu, co jest metodą powszechnie stosowaną w polskich szpitalach. Barbarzyństwo tej procedury opisuje dr Tomasz Dangel z Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci:

„Aborcję w Polsce przeprowadza się przez sztuczne poronienie, tzn. nie zabija się dziecka w macicy, ale doprowadza do przedwczesnego porodu. Dziecko, które rodzi się w ten sposób przed 24. tygodniem ciąży, ma niedojrzałe płuca i z tego powodu odczuwa duszność, tak długo jak jeszcze żyje, np. kilka godzin. Duszność jest znacznie trudniejsza do wytrzymania niż ból. W ten sposób torturuje się jeńców wojennych w celu uzyskania zeznań (podtapianie). Prawdopodobnie tak właśnie torturowany był ks. Jerzy Popiełuszko. Człowiek, który sam tego nie doświadczył, nie może sobie wyobrazić cierpienia sztucznie poronionego dziecka, które próbuje samo oddychać i się dusi.” [9]

Takim dzieciom najczęściej nie udziela się żadnej pomocy medycznej. Po prostu czeka się, aż zginą z powodu uduszenia, głodu lub wyziębienia.

Oto Alanna Grace

która urodziła się w 23 tygodniu ciąży

Alanna miała nie przeżyć, ale jest małym wojownikiem.
Jej mama Ash, mówi: „Jej uśmiech sprawia, że każdy dzień staje się piękniejszy. Zanim ktokolwiek będzie rozważał aborcję, powinien pomyśleć o Alannie i wszystkim co przeszła, aby tu być”.

źródło: https://www.facebook.com/YouthDefence

Ten koszmar relacjonuje Jill Stanek – pielęgniarka, która pracowała w jednym ze szpitali w USA: [10]

„Pewnej nocy koleżanka pielęgniarka przyniosła dziecko, które zostało abortowane, ponieważ miało zespół Downa, do naszego brudnego pomieszczenia gospodarczego, ponieważ tam były zabierane te, które przeżyły. Nie mogłam znieść myśli, że to cierpiące dziecko będzie umierało samo, więc kołysałam je przez 45 minut, przez które żyło.”

Pielęgniarka postanowiła zająć się umierającym maluszkiem i chociaż trochę złagodzić jego cierpienie.

„Miał 21. do 22. tygodni, ważył około pół kilograma i był mniej więcej wielkości mojej dłoni. Był zbyt słaby, by zbytnio się poruszać, zużywał całą swoją energię próbując oddychać. Pod koniec był tak cichy, że nie mogłam stwierdzić, czy jeszcze żyje, chyba że podnosiłam go do światła, by zobaczyć, czy jego serce nadal podbija klatkę piersiową.”

Kobieta nic więcej nie była w stanie zrobić. Mogła jedynie patrzeć, jak dziecko umiera…

„Kiedy ogłoszono jego zgon, złożyłam jego małe ręce na klatce piersiowej, owinęłam go w maleńki całun i zaniosłam go do szpitalnej kostnicy, gdzie zabieraliśmy naszych wszystkich zmarłych pacjentów.”

Po tym wydarzeniu Jill Stanek nie wytrzymała i zrezygnowała z pracy w szpitalu, który oficjalnie przyznał, że 10%–20% wszystkich dzieci „żyje przez krótki czas” po aborcji.

W Polsce ponad 90% wszystkich dzieci mordowanych w szpitalach (przez wywołanie porodu) jest zabijanych z powodu podejrzenia choroby, głównie zespołu Downa. Często są to dzieci w wieku opisanego przed chwilą dziecka lub starsze. Niektóre przeżywają własną aborcję i umierają w męczarniach, czasami godzinami dusząc się z powodu niedostatecznie wykształconych płuc.

W 2016 roku w warszawskim Szpitalu św. Rodziny próbowano wykonać taką aborcję na 6-miesięcznym Wiktorku, u którego podejrzewano zespół Downa. Chłopiec urodził się żywy i został odłożony na półkę. Nikt nie udzielił mu żadnej pomocy. Zanim umarł, przez godzinę przeraźliwie płakał. Świadkowie mówią, że tego krzyku nie zapomną do końca życia. [11]

Jego egzekucja została zaplanowana. Wyznaczono dokładną datę i godzinę aborcji. Dziecko przeżyło i nikt nie zamierzał mu pomagać. I to wszystko odbyło się zgodnie z prawem! O losie chłopca zdecydowało szpitalne „konsylium ekspertów”. Żadnych nieprawidłowości nie dopatrzyli się krajowi konsultanci ginekologii, położnictwa i neonatologii. Dopełniono wszystkich obowiązujących procedur.

W Opolu ważący 600 gramów maluszek głośno krzyczał. Najpierw zdecydowano się umieścić go w inkubatorze. Jego serce i inne narządy dobrze funkcjonowały, ale po około 4 godzinach odstąpiono od opieki nad nim i umarł. [12]

Jeszcze większe dziecko urodziło się w wyniku „nieudanej” aborcji we Wrocławiu: 700-gramowa dziewczynka, u której podejrzewano zespół Downa, urodziła się w 23. tygodniu ciąży. Dziecko zmarło po 29 dniach. W tym wypadku wprawdzie wszczęto śledztwo, ale nie dopatrzono się znamion przestępstwa. „Lekarze podjęli prawidłową decyzję i przeprowadzili zabieg prawidłowo” – komentowała zabicie dziecka wrocławska prokuratura.

Ile jest warte ludzkie życie?

NFZ wycenia je na ok. 1400 zł.

Wielokrotnie pytaliśmy ministerstwo zdrowia o przypadki dzieci urodzonych w wyniku aborcji, do których dochodzi w naszym kraju. Ministerstwo ma świadomość, że w wyniku aborcji rodzą się żywe dzieci. Urzędnicy nie są jednak zainteresowani tym, jak często występują takie przypadki i nie podejmują żadnych działań, aby takie sytuacje wyeliminować.

Stanisława Leszczyńska, położna, która w Auschwitz odebrała ponad 3000 porodów, wspomina, jak w hitlerowskim obozie koncentracyjnym traktowano dzieci. Obowiązywał rozkaz, aby wszystkie noworodki natychmiast po porodzie topić w beczce: [13]

„Po każdym porodzie dochodził do uszu położnic głośny bulgot i długo się niekiedy utrzymujący plusk wody. Wkrótce po tym matka mogła ujrzeć ciało swojego dziecka rzucone przed blok i szarpane przez szczury.”

Podobny los spotyka dzieci w dzisiejszej Polsce. Co więcej, za każde z tych morderstw płacą wszyscy obywatele, gdyż aborcje finansowane są przez NFZ. Każdego roku Narodowy Fundusz Zdrowia przeznacza na dzieciobójstwa ok. 1 500 000 złotych. Jedna aborcja kosztuje podatników ok. 1400 zł. [14]

Zamów przewodnik w wersji drukowanej lub PDF